Historia

Prof. Andrzej Strumiłło – ostatni obywatel Wielkiego Księstwa Litewskiego

 

Mówił o sobie, że ma trzy stopy: jedną stoi w Polsce, drugą na Litwie, a trzecią na Białorusi. Niestety, świat, który pamiętał z dziecinnych lat i do którego tęsknił, już nie istnieje. Artysta próbował go wskrzesić w indywidualnym wymiarze, tworząc swój własny mikrokosmos w Maćkowej Rudzie.

W kwietniu tego roku odszedł prof. Andrzej Strumiłło. Urodzony w Wilnie malarz, grafik, rzeźbiarz i poeta, człowiek pogranicza polsko-litewskiego, w całym swoim długim życiu odwoływał się do kresowego dziedzictwa, podobnie jak Stanisław Cat-Mackiewicz, Czesław Miłosz czy Tomasz Venclova. Dlatego osiadł w Maćkowej Rudzie, małej wsi nad Czarną Hańczą, odrzucając pokusy wielkiego świata. Bliżej było stamtąd do stolicy Litwy niż do Warszawy. Tam przeżył ostatnie kilkadziesiąt lat, do końca tworząc i hodując konie arabskie. Bardzo aktywny społecznie, podejmował u siebie wielu znanych ludzi i liczne grono przyjaciół oraz współpracowników.

Budowniczy cywilizacji

Andrzej Strumiłło urodził się w Wilnie w 1927 r. Matka z domu Jurszanówna pochodziła ze szlachty zagrodowej. Ojciec, z którym dużo podróżował, był budowniczym linii telefonicznych. Dziadek ze strony ojca stracił po rewolucji majątek pod Mińskiem i przeniósł się na Litwę. Dzieciństwo i młodość Andrzej Strumiłło spędził w Święcianach, uczył się w Wilnie i Lidzie. Podczas wojny przebywał w Nowojelni u dziadków. Wiosną 1945 r., wraz z innymi repatriantami z kresów, przyjechał za Bug, do Lublina. Tam zaczął się nowy, dorosły etap jego życia.

Wychowany na ziemi wileńskiej i nowo­gródzkiej pochodził z rodu od pokoleń zasiedziałego na terenie Wielkiego Księstwa Litewskiego. Jego przodkowie od wieków służyli Rzeczpospolitej. To kresowe dziedzictwo, którym nasiąkał za młodu, silnie w nim tkwiło, i dlatego uważał się za człowieka pogranicza.

Po wojnie jako młody, obdarzony talentem plastycznym człowiek rozpoczął naukę w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych. Studiował w Łodzi pod kierunkiem Władysława Strzemińskiego, jednego z najwybitniejszych malarzy i teoretyków polskiej awangardy, który wywarł na jego twórczość duży wpływ. Edukację artystyczną kontynuował w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, na wydziale malarskim, gdzie w 1950 r. otrzymał dyplom magistra sztuki. Należał do Grupy Samokształceniowej, w której zetknął się z wieloma wybitnymi osobowościami, które później odegrały znaczącą rolę w polskiej kulturze, m.in.: malarzami Andrzejem Wróblewskim i Janem Tarasinem oraz reżyserami Andrzejem Wajdą i Walerianem Borowczykiem. Po studiach został asystentem wybitnego malarza kolorysty Eugeniusza Eibischa. Wkrótce przeprowadził się do Warszawy i rozpoczął współpracę z Polską Izbą Handlową, dla której projektował pawilony wystawiennicze. Praca ta związana była z licznymi podróżami po całym świecie, które stały się jego pasją. Podczas nich tworzył cykle rysunkowe i fotograficzne oraz gromadził kolekcję sztuki i przedmiotów kultury materialnej Dalekiego i Środkowego Wschodu (znaczna ich część trafiła do zbiorów Muzeum Etno­graficznego i Muzeum Azji i Pacyfiku w Warszawie). Zajmował się różnymi dziedzinami plastyki użytkowej: wystawiennictwem i scenografią oraz ilustrowaniem i projektowaniem książek. Równocześnie w latach 1977–80 pracował na stanowisku profesora krakowskiej ASP. Był także jednym z inicjatorów i organizatorem interdyscyplinarnych spotkań „Sztuka i środowisko” w Wigrach oraz Międzynarodowego Pleneru Rzeźbiarskiego „Integrart”. W latach 1982–84 przebywał służbowo w Nowym Jorku. Wygrał tam konkurs na kierowanie pracownią grafiki przy sekretariacie ONZ. Pomimo składanych ofert nie przedłużył kontraktu i wrócił do Polski. Tęsknił za klimatem z dzieciństwa.

Andrzej Strumiłło był artystą wszechstronnym i wypowiadał się w wielu tworzywach i technikach. Zajmował się malarstwem, grafiką, fotografią, poezją oraz projektowaniem. Pisał także książki i wydawał albumy. Był człowiekiem o niezwykłej wyobraźni, w jego pracach pojawiały się różne wątki: od poetycko-metaforycznych po abstrakcyjne, a wszystkie łączyło głębokie przesłanie o egzystencjalnej wymowie. Znakomicie operował symbolem i podtekstem filozoficznym, w znacznej części ukształtowanym pod wpływem kultury Wschodu i chrześcijańskiej tradycji. Sam o sobie mówił, że jest „artystą pogranicza żywiołów, tych ukrytych w naturze i tych drzemiących w człowieku, budowniczym cywilizacji”. Jedną z jego wielkich inspiracji była też dzika przyroda, zwłaszcza Puszcza Białowieska i mazurskie pejzaże.

Dom w Maćkowej Rudzie

Przez całe życie poszukiwał swojego miejsca na ziemi. Początkowo osiedlił się w mazurskiej wsi Krzyże nad Jeziorem Nidzkim. Jednak wzrastający ruch turystyczny i postępująca komercjalizacja okolicy sprawiły, że dość szybko ją opuścił. Pragnął spokoju i samotności, możliwości swobodnego kontemplowania natury, gdzie poszukiwał natchnienia do życia i pracy. Znalazł je w Maćkowej Rudzie, maleńkiej wsi nad Czarną Hańczą u ujścia do jeziora Wigry. Kiedy pierwszy raz tam się pojawił, wiedział, że to będzie jego azyl na ziemi: „Stanąłem na dziedzińcu zaniedbanego gospodarstwa. Było to stare siedlisko, przynajmniej XIX-wieczne, sądząc po okazałym modrzewiu i lipach, ze starym sadem, położonym na lekkim wyniesieniu terenu schodzącym ku Czarnej Hańczy. Całą noc nie mogłem spać, i zbudowałem tam nowy dom. Jeszcze nie wyjechałem, a już powróciłem. Będę nad brzegiem Czarnej Hańczy, gdziekolwiek będę”.

Tak też się stało, po powrocie z Ameryki w 1984 r. Strumiłło nabył resztówkę, starą drewnianą chatę wraz z zabudowaniami gospodarczymi i kilkudziesięcioma hektarami ziemi. Urzekła go lokalizacja i otaczająca przyroda. Siedlisko było położone bardzo urokliwie i, na czym artyście szczególnie zależało, z dala od siedzib ludzkich. Kraj­obraz przypominał ten z Litwy. Nie darmo w tych okolicach Andrzej Wajda kręcił Pana Tadeusza, gdzie malowniczo wijąca się pomiędzy pagórkami Czarna Hańcza grała rolę Niemna. Strumiłło pieczołowicie rozbudował zaniedbane domostwo, odnawiając i eksponując stare detale: więźbę dachową, dwa piece, drzwi wejściowe. Od strony rzeki pobudował przeszklony ganek, całość oszalował modrzewiem, a dach pokrył osikowym wiórem. W ten sposób powstał obszerny, drewniany dwór, który przypominał te dawniejsze, znane mu z dzieciństwa, obecne niegdyś na całym terytorium Rzeczpospolitej. Znalazło się w nim mieszkanie dla całej rodziny artysty (żony, także absolwentki ASP, córki i syna) oraz pracownia i pokoje gościnne. Wnętrze urządzone było skromnie, ale wygodnie, artysta cenił prostotę, nie znosił blichtru. Znalazły się w nim liczne pamiątki rodzinne oraz przedmioty przywiezione z dalekich podróży. Korzystając z żyznych łąk hodował konie arabskie, które były jego pasją i których był znawcą. W albumie poświęconym arabom napisał: „Jesteśmy dłużnikami konia. Otrzymaliśmy od niego więcej niż mogliśmy mu dać. Za los dzielony przez tysiąclecia, wspólny pot i krew zmieszane na polach bitewnych, za darowaną nam wierność i piękno winniśmy mu szacunek i przyjaźń bezinteresowną”. W Maćkowej Rudzie przeżył szczęśliwie prawie czterdzieści lat, pracując fizycznie, tworząc i przyjmując gości.

Od „Psalmów” po „Apokalipsę”

Jego dom stał się ważnym miejscem na kulturowej mapie Suwalszczyzny. Odbywały tam się niezliczone ilości spotkań artystów krajowych i zagranicznych, polityków i działaczy społecznych, duchownych, grup młodzieży i zespołów artystycznych, a także pisarzy, m.in. przebywał tam Czesław Miłosz. Pamiętam, jak mile zostaliśmy przyjęci, kiedy kilkanaście lat temu zajechaliśmy tam wycieczką z Towarzystwa Ziemiańskiego. Pan Andrzej częstował nas cytrynówką na bimbrze, pokazywał dom, a jego barwnym opowieściom nie było końca. Był świetnym gawędziarzem, pogodnym człowiekiem, sypiącym anegdotami i lubiącym się dzielić swoją wiedzą.

Z czasem wtopił się w lokalną społeczność, stając się jej istotnym punktem odniesienia. Jak mówił: „Chciałem żyć na wsi prawdziwej, gdzie ludzie sieją, orzą, pracują, mają do siebie szacunek, a nie patrzą tylko, jak tu wyrwać pieniądze od cepra, który przyjechał z miasta”. Tam powstały jego cykle malarskie: „Stosy” oraz inspirowane przekładami Biblii autorstwa Miłosza „Psalmy” i „Apokalipsa”. Te pierwsze to obrazy niemal abstrakcyjne, z aluzyjnymi zaledwie odniesieniami do rzeczywistości. Cykl „Apokalipsa”, który namalował dla Białej Synagogi w Sejnach, składa się z osiemnastu dużych płócien, ilustrujących wybrane fragmenty Starego Testamentu. W tym czasie wydał także trzy tomy poezji, kilka albumów i dzienniki. Ważną pozycją były przygotowane z jego inicjatywy w językach polskim, litewskim i białoruskim Księgi Wielkiego Księstwa Litewskiego – zbiór esejów dwudziestu autorów z Polski, Litwy i Białorusi, odwołujących się do tradycji i dziedzictwa Księstwa Litewskiego. Kontynuował także aktywność akademicką jako wykładowca suwalskiej filii Akademii Teologii Katolickiej, był także członkiem wielu fundacji i rad naukowych i artystycznych. Udzielał się w życiu kulturalnym i społecznym regionu. W 2008 r. otworzona została w Suwałkach, z inicjatywy Ministerstwa Kultury, autorska galeria, gdzie prezentowane są jego prace z zakresu rzeźby, malarstwa, rysunku i fotografii oraz niektóre eksponaty z kolekcji azjatyckiej.

Andrzej Strumiłło zmarł w wieku 93 lat, do końca tworząc. Myślę, że był człowiekiem spełnionym – w jednym ze swoich wierszy napisał:

Dorobię się rzeczy solidnych
Domu z modrzewia o winnej żywicy
Ognia ciepłego w kamiennym kominie
Dorobię się rzeczy solidnych
Umrę w fotelu z porządnej skóry
Dobrego byka, który umarł wcześniej.

To wszystko udało mu się osiągnąć. Dorobek artysty obejmuje ponad 120 wystaw indywidualnych w kraju i za granicą oraz blisko 150 wydawnictw.

Mimo to pozostał wielki smutek, bo wraz z nim odchodzi kawałek dawnego świata, który profesor swoim życiorysem łączył ze współczesnym i którym chętnie się dzielił – w opowieściach, anegdotach, malarstwie, ilustracjach i notatkach. W czułym spojrzeniu i uśmiechu.

Tekst: Marcin K. Schirmer, rycina Maja Witecka-Brysacz

 

Przejrzyj zawartość Więcej
Chcę kupić ten numer Zamów