Reportaże

Ostatni bartnicy Europy, których spotkałem

Podróż po Kresach w poszukiwaniu ostatnich bartników Europy zaowocowała cyklem fotografii, ukazujących odwiecznych tłumaczy życia pszczół, którzy – w przeciwieństwie do pszczelarzy – zawracają pszczoły tam, gdzie jest ich miejsce: wysoko pod korony drzew… Zdjęcia ukazują obecnych, ciągle aktywnych bartników Polesia, Kurpi, Puszczy Białowieskiej, ale też mieszkańców dzisiejszej Litwy, Białorusi, Rosji i Ukrainy.

Cykl zdjęć “Ostatni bartnicy Europy, których spotkałem”, jest wynikiem mojej fascynacji oraz wieloletniej obserwacji tego prastarego rzemiosła, dawnej formy pszczelarstwa leśnego, polegającej na chowie pszczół w specjalnie w tym celu wydrążonych dziuplach drzew, czyli barciach. To najbardziej prosta forma dla pszczół. Współczesny ul jest jak duża międzynarodowa korporacja, a bartnictwo to taka mała rodzinna firma z tradycjami. Dzisiejszy pszczelarz przypomina “dyrektora fabryki”: każda pszczoła ma swoją rolę, a “dyrektor” koordynuje – wymienia matkę, dokarmia, leczy. A bartnik tworzy miejsce i raz w roku przyjmuje to, co pszczoła wypracuje. Nie ingeruje i nie dokarmia. Pszczoły w barciach same wszystko konstruują.

Tańczący z pszczołami

Bartnicy, odizolowani od nowości pszczelarskich, nie kontaktują się ze sobą, żyją często w odludnych i zapomnianych miejscach. Poznałem bartników, którzy wbrew przeciwnościom losu zachowali swoje tradycje i ciągle żyją w zgodzie z samym sobą oraz otaczającą przyrodą. Bohaterowie mojego cyklu potrafią wabić owady, znają ich zwyczaje, rozumieją ich mowę. Mają swoje przesądy, zaklęcia i tajemnice. Wszystkich łączy przekonanie, że pszczoły najlepiej chowają się wysoko nad ziemią, wolne od ingerencji człowieka. Są to prawdziwi profesjonaliści, którzy samodzielnie potrafią wciągnąć stukilogramową barć na drzewo i pracować na wysokości. Potrafią wykonywać zapierające dech w piersiach akrobacje pod samymi koronami drzew, taniec z leziwem – liną, za pomocą której wbijają się wysoko w gęstwinę liści, czy wciągnąć bartne kłody za ich pomocą. To swoisty teatr obrzędowy, przedstawienie, którego główni aktorzy odchodzą w zapomnienie.

Fotografie ukazują obecnych, ciągle aktywnych bartników. Ich ślady prowadzą aż na Kamczatkę i Syberię, bo – jak się okazuje – nawet tam, na “nieludzkiej ziemi”, żyją pszczoły. Wiedzę o hodowli pszczół Syberia zawdzięcza właśnie skazańcom – niewykluczone, że polskim – którzy, znając tajniki hodowli owadów, potrafili założyć pasieki również w krainie śniegu, co dla nich, posiadaczy wiedzy tak rzadkiej, częstokroć oznaczało ocalenie. Któż jak nie oni mogli wiedzieć, że na przedwiośniu przed ulem trzeba rozsypać popiół, żeby pszczoła budząca się do życia mogła zanurzyć w nim odnóża, a potem przysłonić sobie oczy pyłkami, które w jaskrawej, śnieżnej aurze pełniły rolę okularów…

Cały artykuł przeczytasz w najnowszym wydaniu Krainy Bugu.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Heyke.

Przejrzyj zawartość Więcej
Chcę kupić ten numer Zamów