Ludzie z klimatem

Landart sztuka ziemi

On jest artystą niezależnym, wolnym strzelcem, ona etatowym pracownikiem Centrum Kultury w Lublinie. Oboje od dawna oddani są sztuce. Zbieg okoliczności sprawił, że spotkali się przy okazji obchodów Dni Dobrosąsiedztwa. Był tam też ks. Stefan Batruch, pomysłodawca całego przedsięwzięcia. Tak naprawdę chodziło o jednorazowy projekt pana Jarosława, którego przesłaniem i ideą byłoby scalenie granicy polsko-ukraiń­skiej. Jak to zwykle w tego typu sytuacjach bywa, życie dopisało ciąg dalszy. Jednorazowa inicjatywa ewoluowała, dając początek kolejnym projektom oraz Fundacji Latająca Ryba, która w tym roku już po raz trzeci zorganizowała Landart Festiwal.

— „Landart” to sztuka ziemi i my właśnie ten rodzaj sztuki uprawiamy. Wiadomo, że nie odkryliśmy niczego nowego, ale staramy się znaleźć nowy sposób na jej pokazanie w XXI wieku. Tym, co odróżnia nas od jej pierwotnych założeń, jest fakt, że wprowadzamy do niej zarówno artystów, którzy są związani ze sztuką galeryjną, jak i innych, chociażby architektów, niemających nic wspólnego ze sztukami wizualnymi — tak ideę działalności fundacji objaśnia Barbara Luszawska.

 

Realizacja pierwszego projektu przypominała walkę z wiatrakami. — Wymyśliłem formę dwóch ryb, które miały artystycznie przełamać granicę. Już na początku mieliśmy problemy z brakiem zgody i pieniędzy. Pojechaliśmy do Dołhobyczowa, aby przygotować zaplecze techniczne. Odbyliśmy wiele rozmów z rolnikami, którzy śmiali się i pukali w czoło, słysząc, że na ich polu chcemy wyorać ryby. Wszystko było ustalone: pracę na ściernisku mieliśmy zacząć po żniwach. Ostatecznie po polskiej stronie lęk przed nieznanym okazał się silniejszy: kiedy zajechaliśmy, aby zrealizować projekt, okazało się, że ziemia została zaorana — wciąż emocjonalnie opowiada o początkach Jarosław Koziara, mimo że od tego czasu minęło już ponad pięć lat. Przeciwności losu podziałały jednak na naszych bohaterów na tyle mobilizująco, że dzieło zrealizowali po stronie ukraińskiej. Ryby dochodziły do granicy i od niej się odbijały – choć nie było to zgodne z pierwotnymi założeniami, dało ogromną satysfakcję nie tylko artystom.

Po tym doświadczeniu – mimo zadowolenia – pozostał pewien niedosyt, który zaowocował dalszymi wspólnymi projektami, symbolizującymi cztery żywioły: powietrze, ogień, wodę i ziemię (były to instalacje ryb, pływających tratw, ptaków i płonącego drzewa). Potem wszystko potoczyło się jak w kalejdoskopie: współpraca z artystami z Ukrainy, przychylność lubelskiego urzędu marszałkowskiego, którego urzędnicy zauważyli w niecodziennych działaniach artystycznych doskonałą szansę na promocję regionu, relacje z Transkulturą, dzięki której działania stały się formalne, i w końcu powstanie Fundacji Latająca Ryba – organizacji prokulturowej z akcentem na działania artystyczne.

Pierwsza edycja Landart Festiwalu była ogromnym sukcesem. — Okazało się, że w organizację takiego dzieła pośrednio i bezpośrednio zaangażowało się kilkaset osób: od rolników i pograniczników, poprzez gapiów, lotnika, dziennikarzy, do generalicji, która wydawała tylko zgodę. W pewien sposób działanie stricte artystyczne przerodziło się w socjologiczne — podsumowuje Jarosław Koziara. — Urzekło nas to, że poruszamy się w rejonach, gdzie ludzie nie mają kontaktu ze sztuką, już nie mówiąc o land­arcie. Niektórzy pytali nas, co to w ogóle jest — dodaje Barbara Luszawska.

Przez trzy lata idea festiwalu ewoluowała. Jak mówi pani Barbara, „odkleił” się on od granicy i stał się świętem sztuk wizualnych. Już przy pierwszej odsłonie prace były „porozrzucane”: jedną umiejscowiono przy granicy, pozostałe w Kazimierzu Dolnym. Przez dwa kolejne lata festiwal gościł na Roztoczu. W przyszłym roku zawita do Roztoczańskiego Parku Narodowego. Znów zjawią się na Lubelszczyźnie artyści z Polski, Białorusi, Ukrainy i innych zakątków świata, aby tworzyć dzieła o ziemi, z ziemi i dla ziemi. Co potem? — Chcemy już emigrować, szukamy innych, ciekawych miejsc na Lubelszczyźnie. Być może ktoś nas zaprosi. Jesteśmy otwarci — kończy z pewnością w głosie Barbara Luszawska.

 

 

Fundację Latająca Ryba tworzą:

Jarosław Koziara

Absolwent warszawskiej ASP, artysta, autor obrazów ziemnych, plakatów, scenografii do sztuk teatralnych i koncertów (m.in. Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy), performer. Tworzy wystroje wnętrz klubów muzycznych (m.in. warszawskiej „Stodoły”), współpracował z zespołem Voo Voo, odpowiadając za oprawę plastyczną jego działalności (scenografia koncertów, okładki płyt, udział w happeningach, które towarzyszą występom muzyków).

Barbara Luszawska

Absolwentka Uniwersytetu Marii Curie­-Skłodowskiej, pedagog kulturalno-oświatowy. Sztukę pokochała na studiach dzięki akademikowi przy ul. Zana, w którym mieszkała i była uczestnikiem wielu organizowanych w nim imprez kulturalnych. Miłośniczka jazzu, organizatorka Lublin Jazz Festiwal. Dziś pracuje w Centrum Kultury w Lublinie i jest znanym w mieście animatorem sztuki.

Przejrzyj zawartość Więcej
Chcę kupić ten numer Zamów