Marek Leszczyński czuje się mocno związany z miejscem swego pochodzenia. Wielokrotnie podkreślał, że został ukształtowany przez atmo­sferę tej ziemi, gdzie Zachód spotyka się ze Wschodem, gdzie przenikają się i ścierają odmienne kultury, światopoglądy i mentalności, a historia udowadnia, że granice wytyczone na mapach nie zawsze pokrywają się z tymi, które dyktuje nam serce.

Tu u nas na wschodzie nie ma wielkich, tętniących gwarem metropolii pełnych spektakularnych wydarzeń, szumnych premier, znanych wystaw i światowych festiwali. W niewielkich miastach i sennych miasteczkach, mijanych po drodze, oglądanych często tylko przez szyby samochodu, życie toczy się wolniej Niektórzy mówią lekceważąco: „prowincja…”, a dla nas to miejsce na ziemi, pełne drogich wspomnień, znajomych pejzaży, serdecznych, ciekawych świata ludzi, którzy z uporem i pasją realizują swoje marzenia. Tak jak Marek Leszczyński – malarz mistycznego pogranicza z Radzynia Podlaskiego.

Urodził się w Międzyrzecu Podlaskim, ale swoje dorosłe życie związał z nieodległym Radzyniem Podlaskim, w którym mieszka i tworzy od 1973 r., i gdzie, aż do emerytury, pracował zawodowo jako nauczyciel plastyki. Pociąga go pełna niespodzianek peryferyjność, którą odkrywa podczas pieszych wędrówek po najbliższych okolicach. Odnajduje w niej autentyczność ludzi i pejzażu, urok przydrożnych kapliczek i zarośniętych, wiejskich cmentarzyków, smak opowieści o lokalnych cudach i tajemniczych wydarzeniach. Dlatego jego malowanie jest jak to wędrowanie: niespieszne odkrywanie bliskiej i dalekiej rzeczywistości, dociekliwość w zgłębianiu skutków i przyczyn, podziw dla prawdy i piękna, szacunek dla tradycji, akceptacja tego, co niezrozumiałe, a fascynujące.

U źródła

Twórczość Marka Leszczyńskiego czerpie z tradycji chrześcijańskiej, bezpośrednio sięga po interpretację tematów biblijnych, przypowieści zawartych w księgach Starego i Nowego Testamentu i utworów apokryficznych. Malarstwo poprzedzone zostało dziecięcą fascynacją, pobudzającymi wyobraźnię narracjami o cudownych i fantastycznych historiach zawartych w Piśmie Świętym. Do dzisiaj, dla dojrzałego artysty, Biblia jest najważniejszą lekturą, niewyczerpanym źródłem bogactwa inspiracji, wartości etycznych i życiowej mądrości. Do malowania wybiera zarówno popularne, jak i mało znane wątki – te, które pociągają go ładunkiem emocjonalnym, niedopowiedzeniem i możliwością szerokich i różnorodnych interpretacji: tematy pasyjne, Ostatnia Wieczerza, Zuzanna i Starcy, Panny Mądre i Głupie, Madonny, żywoty świętych… Jest malarzem, który lapidarną formą dotyka sensu idei, dostrzegając w uniwersalnych tematach, zaskakujące widza wartości, perspektywy i elementy.

Artysta przez wiele lat pracował również przy renowacji wnętrz kościelnych; przy tej okazji powstały też projekty konkretnych wielkoformatowych dekoracji malarskich: „Tryptyk Pasyjny” i fryz „Uzdrowienia Trędowatych”, które niestety nie doczekały się realizacji. Na przeszkodzie stanęły zapewne przywiązanie do tradycyjnej formy i konserwatyzm zamawiających, a wielka szkoda, bo we współczesnych prostych wnętrzach kościelnych te minimalistyczne i sugestywne kompozycje mogłyby oddziaływać prawdziwie mistycznie. Artysta stylistycznie nawiązuje również do malarstwa sakralnego, a ściślej mówiąc do tradycji wschodniochrześcijańskiej ikony, którą umiejętnie wpisuje w nowoczesny, bliski kubizmowi i abstrakcji, sposób obrazowania. Wydłużone, maksymalnie uproszczone sylwetki, schematyczne twarze, oszczędność gestu, wymowność pozy, geometryzacja przestrzeni, częste stosowanie inskrypcji w tle i na umownym kowczegu, nadawanie przedmiotom roli atrybutów, to poszukiwanie uniwersalnego języka dla oddania współczesnego sacrum.

W niektórych obrazach („Madonny”, „Aniołowie”, portrety świętych) autor nawiązuje do popularnej sztuki dewocyjnej, czyli tego, co ukształtowało jego wyobraźnię i sposób obrazowania. Lubi też sztukę naiwną i ludową, ceniąc jej szczerość i prostotę postrzegania, z tego samego powodu potrafi zachwycić go kicz, czyli – jak sam mówi – coś pomiędzy wstydem i zachwytem. Nieobce są mu także wzorce sztuki europejskiej, ale raczej dalekie od klasycznej poprawności; woli barok z jego przesadną dekoracyjnością, pełną przewrotnych niespodzianek, ceni fantazję i naiwność średniowiecznego biblia pauperum, lubi napuszone, ocierające się o kicz portrety trumienne, ale najbardziej bliska jest mu twórczość kubistów – Picasso czy Miró. Inspiruje się portretami Modiglianiego, odczuwa duchowe pokrewieństwo z malarstwem Marca Chagalla i Jerzego Nowosielskiego, którzy tak jak on mają wschodnią duszę.

Kolorystyka jego prac to wysmakowane zestawienia pięknie skontrastowanych barw. Dominują w niej zgaszone, ciepłe szarości, przydymione zielenie, błękity i róże, nostalgiczne jak podlaskie pejzaże. Pojawiające się na nich eleganckie odcienie czerwieni i żółci nie krzyczą jaskrawością, wpisując się w wyciszony, uduchowiony klimat jego obrazów. Prostotę przekazu przewrotnie uzupełnia umiejętnie umieszczonym, drobiazgowym ornamentem. W obrazach maryjnych twarze Madonny i Dzieciątka otacza puszystymi, misternymi koronkami. — To są moje modlitwy — wyjaśnia. W innych pokrywa tło lub fragment sylwetki geometryczną mozaiką, skutecznie rozbijając monotonię kompozycji. Drobne, urocze wzorki, namalowane na sukienkach portretowanych dziewcząt i kobiet, ujmują powagi, dodając postaciom lekkości i wdzięku. Zamiłowanie do dekoracyjnego detalu znalazło ujście w cyklu „Stroje ludowe”. Podjął ten temat z ciekawością i sentymentem, jako pierwszy od czasów Zofii Stryjeńskiej, pamiętając jeszcze z dzieciństwa, jak na międzyrzecki rynek zjeżdżali się furmankami okoliczni chłopi, nierzadko donaszający resztki dawnych ludowych ubiorów: haftowaną koszulę, sukmanę czy ręcznie tkaną zapaskę. Niewielkie studia, powstałe na zamówienie ludoznawczego sympozjum w Woli Osowińskiej, zrobiły niespodziewaną karierę, owocując ekspozycją w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie, a także trafiły do Pekinu, towarzysząc wystawie „Od źródeł do inspiracji. Motywy etniczne w polskim wzornictwie”, prezentowanej w Chińskim Narodowym Muzeum Sztuki, którą obejrzało blisko 300 000 widzów.

Udręka i ekstaza

Na co dzień artysta maluje zazwyczaj niewielkie formaty, robi też niezliczoną liczbę szkiców i studiów do określonego tematu, stopniowo oczyszczając realny wizerunek, biorąc z niego to, co niezbędne, fragment kompozycji, gest czy pozę, jakby korzystał ze słownika w poszukiwaniu potrzebnego wyrazu, właściwego sformułowania. Szkicuje na wszystkim, co ma pod ręką, nawet na bilecie czy rachunku za gaz. Jego najstarsza córka, Dominika, muzeolog, rodzinny krytyk i autorka najlepszych tekstów o twórczości Ojca, zmusiła go w końcu do skatalogowania prac. Powstała z tego niemal biblioteka zawierająca około tysiąca gotowych obrazów i kilka tysięcy miniatur malarskich, z których każda jest gotowym pomysłem i inspiracją malarską. Stąd zapewne bierze się cykliczność jego twórczości, z ciągłego próbowania, mozolnego mierzenia się z tematem, poszukiwania odmiennych interpretacji, niedosytu i chęci dotarcia do sedna przekazu. Maluje zazwyczaj do chwilowego wyczerpania się tematu albo znużenia nim, zdarza się jednak, że po jakimś czasie wraca do określonego cyklu albo też łączy i przetwarza pewne wątki, wplatając je do nowego etapu twórczości. Takim powracającym i ewoluującym tematem jest wątek biblijnej Zuzanny i Starców, z którego zaczerpnął postać nagiej Zuzanny, pojawiającej się w różnych konfiguracjach, ostatnio też w obrazach z cyklu „Rykowisko”, w którym podejmuje dialog z archetypem jarmarcznego kiczu. Przypowieściami, które ustawicznie inspirują artystę, są te o Pannach Mądrych i Głupich, o Kanie Galilejskiej i Ostatniej Wieczerzy. Ta pierwsza ukazuje kobiece postacie z zapalonymi i zgaszonymi lampami, który to motyw pojawia się też w portretach żony i córek. Z cudu przemiany wina w wodę najczęściej maluje motyw kroczących tanecznym krokiem, posągowych kobiecych postaci, niosących na głowie stągwie wina, a Ostatnia Wieczerza obdarowała nastrojem skupienia i oczekiwania kameralne sceny przy stole i kawiarnianych stolikach.

Portret rodzinny

Ważną formą zdobywania nowych inspiracji malarskich stały się dla artysty letnie plenery, najpierw te rodzinne, z żoną, przyjaciółmi i dziećmi, najczęściej niedaleko od domu, w Holi, w której bezpośrednio zetknął się z ducho­wością i obrzędem prawosławia, jak i te profesjonalne w Jabłecznej, Janowie Podlaskim, Jaworkach, gdzie przyszło mu zmierzyć się z określonym przez organizatorów tematem. W Janowie Podlaskim zaczął malować konie. Pierwszy z obrazów o tym temacie, znajdujący się w zbiorach Muzeum Południowego Podlasia w Białej Podlaskiej, to interpretacja rydwanu Redlera, rzeźby z radzyńskiego pałacu, a potem charakterystyczna geometryczna sylwetka koni zagościła także w innych pracach artysty, m.in. w cyklu muzycznym i obrazach z cyklu „Ucieczki i powroty”. Po plenerze w Muzycznej Owczarni w Jaworkach, słynącej ze znakomitych letnich koncertów kameralnych, powstały jedyne w swoim rodzaju wysmakowane obrazy, przedstawiające młode kobiety grające na różnych instrumentach, a potem także kameralne zespoły umieszczane na końskim grzbiecie. Te subtelne i lekkie, pozornie beztroskie kompozycje malarskie poprzedziła pełna wątpliwości, ogromna praca, polegająca między innymi na studiowaniu dźwięków i takim dopasowaniu formy i koloru, aby były tożsame z brzmieniem instrumentów. Niewątpliwie ogromną satysfakcją dla twórcy obrazów była opinia znakomitego skrzypka Krzysztofa Jakowicza –usłyszał w nich muzykę.

Autor najchętniej portretuje członków własnej rodziny, wyjątkowo uprzywilejowana jest żona Zofia, również utalentowana malarka. Stało się zwyczajem, że raz do roku żona otrzymywała swój portret. Na ścianach domu państwa Leszczyńskich, w portretach pani Zofii, możemy obserwować nie upływ czasu, lecz bardziej zmiany i ewolucję twórczego warsztatu jej męża. Na wielu obrazach pojawiają się córki, rzadziej syn Łukasz, a samego autora oglądać można na świetnym autoportrecie, namalowanym ze staroświecką elegancją, bez zadęcia, z dystansem, poczuciem humoru i autoironią. Wyjątkowy, wśród rodzinnych obrazów, jest namalowany przez artystę portret ślubny, romantyczny i emocjonalny, w niezwykły sposób pokazujący relacje i uczucia dwojga młodych. Potem w jego twórczości wielokrotnie zaistnieją tego typu kompozycje, urocze i poetyckie, w klimacie obrazów Marca Chagalla, jak: „Panna z Kropiwek”, „Zaręczyny”, „Ich dwoje” i przepiękny cykl „Dama z jednorożcem”.

Pokolenia

Przez większą część życia Marek, jak również jego żona, uczyli z ogromnym powodzeniem plastyki w radzyńskich podstawówkach i liceum ogólno­kształcącym. Z pozycji jurora wielu szkolnych konkursów pamiętam, że prace jego uczniów wyraźnie wyróżniały się pośród innych swobodą i odwagą kreacji. Wśród tych najlepszych były również prace wszystkich jego dzieci. Wielu z jego wychowanków uprawia dzisiaj zawody artystyczne – są wśród nich graficy, architekci, projektanci, artyści malarze i nauczyciele.

W niewielkim szeregowym domu rodziny Leszczyńskich życie zawsze toczyło się wokół stojącej centralnie sztalugi. Malowali obydwoje – ona najczęściej w kuchni, bo tak było praktycznie i wygodnie, a potem dołączyły dzieci, które oprócz zamiłowania odziedziczyły też talent. Łukasz, podobnie jak ojciec, jest artystą malarzem i jak rodzice zajmuje się też edukacją artystyczną, Kamila jest grafikiem, a równie utalentowana Dominika zgłębia historię i teorię sztuki. Dzisiaj, kiedy potomstwo wyfrunęło z domu, Marek i Zofia pozwolić sobie mogą na niewielkie prywatne pracownie. Ona zaczęła malować na jedwabiu przepiękne wizerunki ptaków. Obydwoje są już na emeryturze, ale do malarskiego klanu dołącza trzecie pokolenie – wnuk Ignac, którego prace są chlubą dumnych dziadków.

Marek Leszczyński – artysta malarz, pedagog. Urodził się w 1948 r. w Międzyrzecu Podlaskim. Ukończył Państwowe Liceum Technik Plastycznych w Nałęczowie (1967) oraz Studium Nauczycielskie w Siedlcach, a następnie studiował na Wydziale Pedagogiki i Psychologii UMCS w Lublinie. Otrzymał też dyplom Wydziału Sztuk Pięknych toruńskiego Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika (1976). Ma na swoim koncie kilkadziesiąt wystaw indywidualnych i zbiorowych. Jego obrazy znajdują się w muzeach oraz kolekcjach prywatnych w kraju i za granicą (m.in. w Danii, Francji, Niemczech, USA, Kanadzie). Ilustrują też publikacje o charakterze popularyzatorskim i poetyckim. Mieszka i tworzy w Radzyniu Podlaskim.

Tekst: Małgorzata Nikolska

Zdjęcie tytułowe: „Adam i Ewa”, 2018, 25 x 30 cm

fot. 2. „Ruan”, 2016, 30 x 40 cm

fot. 3. „Rykowisko”, 2008, 50 x 61 cm

Artykuł pochodzi z 27. numeru Krainy Bugu

Wszystkie wydania w wersji papierowej dostępne są w naszym sklepie: www.krainabugu.pl/sklep