Temu więc, kto staje przed ikoną, objawia się Pan,
wchodzi do Jego domu niczym gość. (Benoît Standaert)

Ikona działa mistycznie. W ciemnych wnętrzach malowniczych monasterów Grecji, Bułgarii, Macedonii, pod złoconymi kopułami soborów Moskwy i Kijowa, w drewnianych cerkiewkach Podkarpacia czy Podlasia stajemy pokornie przed obliczem wielkiej tajemnicy. Patrzą na nas smutne przepastne oczy, wokół których unosi się echo modlitw, próśb, łez i radosnych podziękowań.

Otoczeni zapachem starego drewna, dymem i aromatem kadzideł, jak od wieków zapalamy cienkie, woskowe świeczki, z nadzieją i ufnością zawierzając swoje losy. Ten fenomen dotyczy nie tylko wiernych – wielu autorów, profesjonalnie zajmujących się ikonami, podkreśla ten pierwszy tajemniczy moment zetknięcia się ze świętym obrazem… „Wcześniej jest zachwyt nieprzypisany żadnym konkretnym obrazom czy fragmentom, wejście w harmonijnie ukształtowaną przestrzeń, gdzie wchodzącego, dokądkolwiek zwróci wzrok i skieruje kroki, otacza splendor” – to wrażenia Anny Olędzkiej-Frybesowej oglądającej bałkańskie cerkwie i monastery. Jim Forest pisze o „zadziwieniu, wejściu w błogosławioną ciszę i pragnieniu modlitwy”, jakie ogarnęło go po spotkaniu z ikoną. Jeden z misjonarzy św. Wincentego a Paulo, zapamiętał reakcję ludzi oglądających w Galerii Trietiakowskiej ikonę Świętej Trójcy Rublowa, ze zdziwieniem konstatując, że wielu z nich po prostu się modli. „Trzej Aniołowie, którzy wyobrażają Trójcę, roztaczają cudowną modlitewną tajemnicę, która udziela się nawet turystom”.

Ikona „Ukrzyżowanie”, tempera na desce, Rosja, początek XIX w.

Uduchowione piękno

Podczas swojej pracy w Muzeum Południowego Podlasia w Białej Podlaskiej wielokrotnie miałam okazję obserwować reakcję zwiedzających wystawę ikon, gdzie po chwili pierwszego entuzjastycznego zachwytu następowała pełna ciszy i szacunku kontemplacja.

Do dzisiaj wspominam też swoje pierwsze spotkanie z ikoną. Byłam jeszcze nastolatką, kiedy moją uwagę przykuła zamieszczona w kolorowym czasopiśmie reprodukcja wizerunku Matki Boskiej Włodzimierskiej, z towarzyszącym jej pięknym wierszem Tadeusza Kubiaka

– Tatarsko-bizantyńska

twarz jak rzeźbiona.

Nie bojarska

nie carska,

– zasmucona…

Ikona „Głowa Jana Chrzciciela”, tempera na desce, Rosja, koniec XIX w.

Połączenie poezji z tajemniczym, uduchowionym pięknem ikony, wywarło na mnie wówczas niezapomniane, mistyczne wrażenie. Początkowo ikony były dla mnie zupełną „terra incognita”, odbierałam je bardziej sercem niż okiem specjalisty. Los jednak sprawił, że stały się ważnym elementem mojego życia i pracy zawodowej. Przez niemal czterdzieści lat miałam zaszczyt i szczęście opiekowania się jedną z największych w Polsce kolekcji muzealnych. Wśród wielu pięknych i cennych obiektów tego zbioru mam swoją ulubioną ikonę, jedną z pierwszych, które trafiły do bialskiego muzeum – jest nią niewielki wizerunek Matki Boskiej Kazańskiej, namalowany w końcu XVIII wieku. Wspominam ten niezwykły, dotykający serca moment, kiedy z kartonowego pudła, z gazet owiniętych wokół, wyłoniła się słodka, delikatna twarz Madonny, połączenie dziecięcej niewinności z ponadczasową mądrością.

Ikony są fenomenem i niezwykłym zjawiskiem w świecie sztuki. Trwają niezmiennie przez stulecia, zatopione w kontemplacji, przepojone duchowością i religijnym przeżyciem. W pewnym sensie należą do kręgu malarstwa portretowego, bowiem pierwotne znaczenie tego greckiego słowa „eikon” (ikona) oznaczało portret, wizerunek, obraz. Ich genezy upatruje się nawet w późnoantycznych portretach sepulkralnych, zwanych „fajumskimi”, od miejsca ich najbogatszego znaleziska. W okresie kształtowania się sztuki chrześcijańskiej słowem „ikona” nazywano wszystkie przedstawienia Chrystusa, Matki Boskiej, aniołów, świętych, a także scen z Pisma Świętego niezależnie od tego, w jakiej technice były wykonane.

Wierzono chętnie, że pierwsze przedstawienia Chrystusa, Matki Bożej, apostołów i świętych powstały cudownie lub malowane były z natury przez natchnionych wybrańców. Stąd właśnie, między innymi, wziął się kanon ikono­graficzny, zbiór reguł ściśle określających formę, treść, kompozycję, technikę i sposób tworzenia obrazu. Wszystkie te zasady, powodujące pewną stagnację rozwoju malarskiego ikony, mają ważny zasadniczy cel: stoją na straży zachowania prawdy wizerunku, odbicia Praobrazu, a także klarowności przekazu i zawartego w nim sacrum. W swoim rozwoju ikona wychodziła z realności, portretu czy wydarzenia, podążając drogą do przedstawienia wieczności i absolutu.

Ikona, oprócz wielkiego bogactwa artystycznego, posiada przede wszystkim wartości duchowe. Bywa nawet nazywana „modlitwą ukrytą w malowanej desce”. Malarze ikon, zgodnie z ideałem, powinni prócz talentu odznaczać się nieposzlakowanym morale, bowiem ikona winna być tworzona „czystymi rękami”, w atmosferze pełnej skupienia i przemyśleń, poprzedzonej postami i przyjęciem eucharystii. Wielu słynnych ikonografów, jak mnich Olimpiusz, Teofan Grek czy Andriej Rublow, dostępowało z czasem zaszczytu kanonizacji.

O malarzu ikon mówiono w Rosji „ikono­pisiec”, bowiem pisał on ikonę Obrazem–Słowem, które się ucieleśniło, jednocześnie nauczając i opowiadając. Ikona to alfabet, system znaków i symboli, odczytywany na wielu poziomach, odbierany przez zachwyt i emocje, wiarę i wiedzę, aż po kontemplację i pełne połączenie z sacrum.

Modlitwa i duchowa przemiana

Malarstwo ikonowe to szczególny rodzaj sztuki symbolicznej, przekraczający pojęcia z dziedziny estetyki i kultury artystycznej. Praktycznie wszystko w ikonie jest symbolem, ona sama jest przecież wcielonym znakiem Bożej Obecności. Ogromne znaczenie ma symbolika barw, z niebiańskim błękitem i cesarską purpurą, a przede wszystkim z dominującym złotem, które jest afirmacją Bożej światłości przenikającej cały ziemski i niebiański świat. Ciemne, ziemiste twarze świętych postaci to także symbol matki ziemi, z której powstaliśmy i do której przez całe życie zmierzamy. Wielkość postaci zdeterminowana jest przez jej funkcję i znaczenie, ich wewnętrzna harmonia przedstawiona zostaje w dostojnym spokoju. Ciało skryte jest zazwyczaj w fałdach obszernych szat, ascetyczne i niemal pozbawione cielesności. Widoczne są tylko wąskie stopy i smukłe dłonie o pięknej linii, wykonujące starannie wyważone gesty, niosące czytelną intencję lub trzymające znaczące przedmioty – atrybuty. Uwagę przykuwa uduchowiona twarz, o wielkich oczach zanurzonych w nieskończoności, wąskim, subtelnie zarysowanym nosie, nadającym obliczu szlachetność, i drobnych wargach bez uśmiechu i grymasu bólu.

Każdy przedmiot przedstawiony jest z najdogodniejszego punktu oglądu, pejzaż przyjmuje formę najprostszych znaków, a architektura przybiera wygląd umownych kulis teatralnych, ukazując jednocześnie sceny dziejące się wewnątrz i na zewnątrz zabudowań. Przestrzeń i czas to również pojęcia abstrakcyjne, ikony potrafią jednocześnie ukazywać wydarzenia obecne, przyszłe i minione, dziejące się w różnych miejscach. Symboliczne znaczenie ma też tzw. odwrócona perspektywa, skupiająca wszystkie linie kompozycji w oku i sercu widza, co sprzyja nastrojowi jej odbioru, poprzez wrażenie wejścia w przestrzeń ikony. Ikony należą niewątpliwie do sfery malarstwa sakralnego, stoją nawet u genezy tego gatunku. Różnią się jednak od swoich zachodnioeuropejskich odpowiedników, których główną funkcją i rolą jest podkreślanie splendoru kościelnych hierarchów, dekoracja świątyń, uleganie gustom estetycznym i spełnianie kaprysów pobożnych donatorów. Począwszy od wczesnego renesansu europejskie malarstwo sakralne podążać zaczyna drogą malarstwa świeckiego, w techno­logicznych i warsztatowych poszukiwaniach iluzji doskonałości, zdaje się zapominać o sensie, prawdzie i idei. Ojciec Sergiusz Bułgakow zauważa, że… Każda historyczna gałąź chrześci­jaństwa otrzymała szczególny charyzmat…, katolicyzm organizacje i autorytet, protestantyzm etykę i intelektualizację życia, natomiast prawosławie, zwłaszcza w Bizancjum i na Rusi, otrzymało dar widzenia piękna świata duchowego… I chociaż doceniamy i podziwiamy wiele znakomitych artystycznych dzieł z kręgu sztuki bizantyjskiej i cerkiewnej, piękno nie zawsze musi być rozumiane jako pojęcie ze sfery estetyki. Sensem ikony jest modlitwa, duchowa przemiana, w której zbliżamy się ku pojęciu transcendentnego piękna, zjednoczonego w akcie wiary, stworzenia i wieczności.

Bug – rzeka mistyczna

Nadbużańskie Podlasie, zwane teraz chętnie przez regionalistów i etnografów regionem Południowego Podlasia, zawiera w swoim obszarze geograficznym ziemie dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego, w krajobrazie kulturowym zaś dziedzictwo bogatej mozaiki religijnej i narodowościowej. Od Janowa Podlaskiego aż po Włodawę spotykamy pamiątki i świadectwa wielu kultur: cerkwie, kościoły i synagogi, mizary i kirkuty, wsie osadników holenderskich i tatarskich, drobnoszlacheckie zaścianki i dawne magnackie posiadłości Radziwiłłów i Sapiehów. O niełatwej historii tych terenów świadczą zrównane z ziemią synagogi, spalone meczety, miejsca upamiętnione męczeństwem podlaskich unitów i liczne świątynie, najczęściej erygowane w porządku grecko­katolickim, podczas zaborów zamieniane na prawosławne cerkwie, dzisiaj w większości pełniące funkcje kościołów katolickich.

Od dawna też silny jest tu kult świętych obrazów, zarówno prawosławnych ikon, jak i istniejących w zachodnim kręgu kulturowo-religijnym tzw. sacrae imagines, wizerunków słynących łaskami. Równie niezwykła i skomplikowana jest ich historia – zazwyczaj pojawiały się w cudowny sposób i miały nadzwyczajną moc.

Ikona św. Onufrego z Jabłecznej przypłynęła Bugiem i zatrzymała się na wzniesieniu, gdzie później zbudowano klasztor. Pierwsze wzmianki o jego istnieniu pochodzą z początków XVI w., zatem wizerunek świętego patrona powstał zapewne jeszcze w wieku XV. Niektórzy wiążą jej pochodzenie z kręgiem autorów polichromii w kaplicy Świętej Trójcy na zamku w Lublinie, wydaje się jednak, że korzeni ikony szukać należy znacznie głębiej. Ikona pochodzi z dobrego warsztatu, namalowana jest na cyprysowej desce i przykryta piękną, srebrną ryzą z płytkim rytem przedstawiającym pustynny pejzaż. Pielgrzymują do niej wierni z okolic i dalekich stron, nie tylko na doroczne czerwcowe święto patrona. Niestety, kult jakim jest otoczona, nie ochronił jej przed złodziejami. W 1990 r. ukradziono ją z cerkwi wraz z cudowną ikoną Matki Bożej Jabłeczańskiej. Na szczęście, jak to się cudownym ikonom zdarza, po kilku latach odzyskano je w tajemniczy sposób, i znowu można je podziwiać w ikonostasie jabłeczyńskiego monasteru.

Ikona św. Nikity, patrona starej drewnianej cerkiewki, znajduje się w pobliskich Kostomłotach, jedynej dzisiaj w Polsce parafii unickiej. Ufundowana została w 1631 r. przez wdzięczną parafiankę Teodorę z Pryłuk „wraz z mężem i synami…: niech to będzie na cześć i chwałę Bożą” – jak mówi umieszczona na niej inskrypcja. Ikona zamówiona została zapewne w istniejącej w okolicach Brześcia pracowni, wykazuje wiele wspólnych cech z ikonami tego okresu pochodzącymi z okolicznych świątyń w rejonie Żabinki, Małoryty, Iwacewicz i Prużan. Przedstawia ona świętego, żołnierza i chrześcijańskiego męczennika, w otoczeniu scen jego życia i męczeńskiej śmierci.

Kamienna płaskorzeźba Matki Boskiej Leśniańskiej „ukazała się” w 1683 r. na gruszce miejscowym pastuszkom Aleksandrowi Stelmaszczukowi i Mironowi Makarukowi. Na miejscu drzewa zbudowano w 1715 r. murowaną barokową kaplicę, a obok kościół i klasztor paulinów, w którego ołtarzu umieszczono cudowny obraz, przesłaniając go obrazem Nawiedzenia Jana Bogumiła Plerscha. Owalny wizerunek wykonany w polnym kamieniu o brązowo-czerwonym zabarwieniu, to ludowe przedstawienie Matki Boskiej w typie hodegetrii trzymającej na prawym ramieniu Dzieciątko. W latach 80. XIX w. przebudowano kościół na cerkiew, a w klasztorze znalazły miejsce rosyjskie mniszki, które w czasie wojennej ewakuacji w 1915 r. starały się wywieźć obraz do Francji. Podobno podsunięto im kopię wizerunku. Do dzisiaj trwają spory, który z istniejących obrazów – ten z Leśnej Podlaskiej czy ten z Monasteru Provemont – jest oryginalny i cudowny.

Analogiczną, choć nieco wcześniejszą, historię objawienia ma również kamienny wizerunek Matki Bożej Żyro­wickiej. Przedstawiająca Matkę Boską w typie eleusy malutka, jaspisowa ikona znajduje się w pobazyliańskim klasztorze w Żyrowicach na Białorusi, nazywanych niegdyś „litewską Często­chową”. Obraz ten czczony był zarówno przez rzymskich katolików, jak i unitów oraz prawosławnych.

W nadbużańskim Kodniu do dzisiaj zachowała się jedna z najstarszych świątyń Podlasia: murowana, gotycka cerkiew św. Mikołaja, wzniesiona przez Pawła Sapiehę w 1540 r. (obecnie kościół filialny pw. św. Ducha). Jednak największą osobliwością tego miejsca jest cudowny obraz Matki Boskiej Kodeńskiej (de Guadalupe, zwanej też Gregoriańską). Zgodnie z legendą, spopularyzowaną przez Zofię Kossak-Szczucką, ukradziony w 1634 r. z watykańskiej kaplicy na polecenie Mikołaja Sapiehy, gorliwego katolika, który przed tym właśnie wizerunkiem doznać miał uzdrowienia. Po przywiezieniu do Kodnia obraz umieszczono w kościele św. Anny, zbudowanym przez Jana Cangerle, na wzór bazyliki św. Piotra. Obraz wkrótce zasłynął cudami, dlatego też Urban VIII odwołał klątwę, darował karę i ofiarował obraz. Po 1875 r., w czasie prześladowań unitów, obraz znalazł schronienie na Jasnej Górze, skąd powrócił w 1927 roku. Niestety, współczesne źródła nie potwierdzają tej barwnej opowieści, w archiwach watykańskich brak jest jakichkolwiek świadectw kradzieży i encykliki. Prawdopodobnie zamówiono w Rzymie niezbyt wierną kopię watykańskiego obrazu na wzór ikonowych wizerunków Matki Bożej, bliższych gustom i religijnej estetyce miejscowej ludności.

Ikona „Mandylion”, tempera na desce, blacha złocona, Rosja, I poł. XIX w.

Kolekcje ikon na Podlasiu

Po kilku wiekach, w równie niezwykły sposób, trafiły na te ziemie tysiące ikon. Tym razem jednak nie przypłynęły Bugiem, nie objawiły się cudownie i niespodziewanie. Granicę na Bugu przekroczyły nielegalnie, schowane w bagażnikach samochodów i ściennych skrytkach dalekobieżnych pociągów. Część z nich powędrowała dalej – na stołeczne bazary i targowiska, lub jeszcze dalej – do eks­kluzywnych galerii i antykwariatów zachodniej Europy. Niektóre, zatrzymane przez polskich celników, przekazane zostały do zbiorów polskich muzeów. Tak, dzięki swojemu usytuowaniu geograficznemu i ówczesnej sytuacji geopolitycznej, powstały bogate kolekcje ikon Muzeum Południowego Podlasia w Białej Podlaskiej oraz Muzeum Podlaskiego w Białymstoku. Białostocka kolekcja została przeniesiona w 2006 r. do dawnego Pałacu Archi­mandrytów w Supraślu, w którym utworzono odrębne Muzeum Ikon. Muzeum to, utworzone na terenie prawosławnego monasteru, tzw. Supraskiej Ławry, szybko stało się jednym z chętniej odwiedzanych muzeów wschodniej Polski. Swoją popularność zawdzięcza nie tylko znakomitemu sąsiedztwu, z wyjątkową obronną architekturą cerkwi zwiastowania, lecz także nowoczesnej, multimedialnej ekspozycji o edukacyjnym charakterze „Obraz i słowo – między tym, co ulotne a wieczne”, na której prócz ikon i przedmiotów kultu można oglądać także unikatowe XVI-wieczne, pobizantyjskie freski.

Mniej szczęścia miała do tej pory najliczniejsza w kraju, licząca bowiem ok. 1700 obiektów, kolekcja sztuki cerkiewnej zgromadzona w Muzeum Południowego Podlasia, eksponowana do tej pory jedynie na niewielkiej wystawie stałej „Ikona – święta tajemnica” oraz na wielu okazjonalnych prezentacjach w krajowych i zagranicznych muzeach. Nie powiodły się plany utworzenia oddzielnej ekspozycji w budynku oficyny pałacowej, spowodowane protestami ze strony środowisk narodowościowych. Obecnie muzeum przechodzi kompleksową modernizację, w której zakres wchodzi projekt utworzenia stałej galerii ikon w zmienionym kształcie i poszerzonej formie. Wypada mieć nadzieję, że ten niewątpliwy klejnot bialskiej kolekcji muzealnej zyska wreszcie odpowiednią oprawę.

Sztuka jest ikoną

Dzisiaj określenie „ikona” straciło swój pierwotny metafizyczny wymiar. W multimedialnym obrazkowym świecie ikoną powszechnie nazywany jest prosty, graficzny komunikat, zastępujący pisane słowo lub też odnoszący się do świata celebrytów, niedościgniony wzór, np. ikona mody, stylu, muzyki pop… Pomimo wulgaryzacji i degradacji tego określenia, ikony sakralne, będące swoistą „Biblia pauperum”, operujące uproszczonym wizerunkiem, symbolem, a także pewną formą abstrakcji, mogą być doskonale zrozumiałe przez współczesnego odbiorcę. Dotykając absolutu stają się w pewnym sensie sztuką idealną i ponadczasową.

Obecnie sztuka ikony rozwija się w dwóch nurtach. Jednym z nich jest pieczołowita kontynuacja tradycyjnego procesu jej powstawania. Na całym świecie powstają szkoły i wakacyjne kursy – niestety, często uczące jedynie określonych technik i schematów. Istnieją również szkoły i pracownie prowadzone przez duchownych prawosławnych lub chrześcijańskie zakony, w których duchowe wartości ikony stawiane są na równi z jej artystycznym kunsztem i pięknem. Jedyna w Polsce profesjonalna Szkoła Ikonografii działa od 1991 r. przy prawosławnej parafii pw. św. Michała w Bielsku Podlaskim. Utworzona z inicjatywy ks. Leoncjusza Teofiluka, przekształcona została w 1995 r. w Policealne Studium Ikono­graficzne. Głównym celem szkoły jest kształcenie w dziedzinie tworzenia i zachowania prawosławnej sztuki sakralnej, przy zachowaniu prawdziwej wiary i nauki kościoła.

Sztuka nowoczesna, coraz mniej zrozumiała i czytelna, w poszukiwaniu uniwersalnego języka i wartości, często korzysta z bogatej skarbnicy malarstwa ikonowego, fascynując się nie tylko jego zewnętrzną formą i estetyką, ale głównie głębokim przesłaniem duchowym. Bowiem sztuka, jak stwierdził Jerzy Nowosielski, znakomity malarz i znawca teologii prawosławia, jest tajemniczym aktem ufności, akceptacją rzeczywistości. Akceptacja ta nie znajduje żadnych podstaw poza podstawami wiary… Cała sztuka, jeśli jest sztuką, jest ­ikoną…

Tekst: Małgorzata Nikolska
Zdjęcia: Archiwum Muzeum Południowego Podlasia

ikona tytułowa: „Prorok Eliasz”, tempera na desce, Rosja, XVII w.

Artykuł pochodzi z 27. numeru Krainy Bugu.

Wszystkie wydania w wersji papierowej dostępne są w naszym sklepie: www.krainabugu.pl/sklep