Wczesną wiosną wyprawa nad jezioro wydaje się mało atrakcyjna, ale jeśli nie poprzestaniemy na obserwowaniu kaczek na otwartej toni, a zatrzymamy się przy rozległym trzcinowisku i posłuchamy głosów przyrody, to być może usłyszymy delikatne dzwoneczki.
TEKST Andrzej G. Kruszewicz FOTO Ryszard Trawiński
To kontaktowy głos wąsatek, duchów trzcinowisk, ptaków pod wieloma względami bardzo niezwykłych. W Europie jej ostoje są wyspowe, ale w środkowej Azji jej areał lęgowy jest zwarty i bardzo rozległy. Zamieszkuje go kilka milionów wąsatek. W Polsce mamy tylko dwa tysiące par, ale dzięki łagodnym zimom liczebność tych skrytych ptaków rośnie. Kiedyś na wschód od Wisły były rzadkością, ale teraz mamy je w krainie Bugu, i to w kilku miejscach, a że w odpowiednich siedliskach są osiadłe, to jest szansa obserwowania ich przez cały rok. W każdym zarośniętym trzcinami kompleksie stawów lub zbiorników retencyjnych mamy szansę je zobaczyć. Warto poznać ich głos, by wiedzieć, że są blisko, tylko ukryte w trzcinach. Dobrą strategią jest zatrzymanie się i przykucnięcie. Ja wabię je cicho cmokając, a że są ciekawskie, a zimą koczują w grupach, to nie trzeba długo czekać, by któraś wyskoczyła na szczyt trzciny, by się rozejrzeć. Podczas przemykania wśród trzcin ich nogi przyjmują niemal niemożliwe pozycje, łącznie ze szpagatem i krzyżowaniem się.
Z nazwą tego ptaka wiąże się pewien paradoks: jest rodzaju żeńskiego, a tylko samce wąsatek mają wąsy. Tak to już jednak jest, że dawni zoolodzy nadawali nazwy zwierzętom na podstawie wyglądu osobników męskich, a nie żeńskich.
Wąsatka oglądana z bliska zachwyca urodą. Ogólna kolorystyka pasuje do barwy rudych trzcin. Samiec ma czarne trójkąty (wąsy) od kątów dzioba do połowy szyi, które kontrastują z niebieską barwą boków głowy i żółtym dziobem. Samica ma jedynie niebieskawą głowę i podbródek. Młode są podobne do samicy, ale z czarnym grzbietem i czarnymi skrajami ogona, a jeśli są samcami, to mają jeszcze czarny kantarek, czyli przestrzeń od dzioba do oka. Długość ciała wąsatki sięga 16–17 cm, ale jej masa to maksymalnie tylko 20 g.
O rozmnażaniu się wąsatek wiemy zdecydowanie mniej niż o innych rodzimych ptakach. Kilka par buduje swe gniazda blisko siebie, a lęgi trwają od końca marca do września. Jest więc czas nawet na trzy lęgi w sezonie. Młode z pierwszego lęgu są tolerowane w rewirze rodziców, a nawet pomagają im w karmieniu kolejnych piskląt. W takiej zagubionej w trzcinowisku kolonii lęgowej pod koniec sezonu lęgowego może więc przebywać niezłe stadko wąsatek. Samiec i samica wysiadują jaja (w pierwszym lęgu nawet dziewięć) na zmianę przez 12–13 dni. Równie szybko młode opuszczają gniazdo i od razu sprawnie poruszają się w gąszczu trzcin, intensywnie przy tym nawołując dzwoniącym głosikiem.
Jeżeli trzcinowisko jest rozległe, to wąsatki nie opuszczą go do końca życia. Wiosną i latem pałaszują drobne owady, pająki i trochę nasion. Ale co jedzą zimą? Otóż przestawiają się na jedzenie maluteńkich nasionek trzcin i pałek. Jak znajdą jakieś inne nasionka, to też je zjedzą. Aby je strawić, jesienią wzmacnia się wąsatkom specjalna błona w żołądku. Na dodatek połykane są drobne kamyczki, tzw. gastrolity, które jak żarna rozcierają drobne i twarde nasionka, aby łatwiej je potem strawić i uzyskać z nich energię do przetrwania.
Co zagraża wąsatkom? Wiosną zmiany poziomu wody, gdyż gniazda są zwykle blisko wody i mogą być zalane, a gdy wody jest za mało, to drapieżniki łatwiej penetrują trzcinowiska. Pożary trzcinowisk to nie jest rzadkość. Rozniecane są ludzką ręką. Niszczą wszystko. Wąsatki mają krótkie skrzydełka i słabo latają. Nie uciekną i nie znajdą nowego trzcinowiska. Pójdźmy na spacer i popatrzmy na te cudeńka. Popatrzmy z szacunkiem, bo to są mistrzowie przetrwania. ***
Artykuł pochodzi z 39. numeru “Krainy Bugu”. Magazyn do kupienia tutaj.