Hasło „Polacy na Syberii” kojarzy się głównie z dwudziestowiecznymi zsyłkami i łagrami. O zesłańcach i dobrowolnych osadnikach z XVII–XIX wieku wiemy jednak znacznie mniej, choć ich życiorysy są równie barwne.

TEKST/FOTO Piotr Malczewski

Syberię w XVIII-wiecznej Polsce zwano „Sybir – kraina zesłań”, i już samo to określenie niosło negatywny ładunek emocji. Warto dodać, że ten mitologizowany w XVIII w. obszar w polskiej świadomości obejmował wówczas również północną, europejską część Rosji, Kaukaz, Daleki Wschód i Sachalin. Granicę między Europą a Azją wyznaczył w 1730 r. Szwed niemieckiego pochodzenia, zatrudniony wcześniej przy pierwszej oficjalnej ekspedycji naukowej na Syberię (1720–1727). Tę ekspedycję, na ­zlecenie cara, przez 8 lat prowadził Niemiec Daniel Gottlieb Messerschmidt, urodzony w Gdańsku. Oto, jak zawiłe bywały syberyjskie losy.

Pierwsi Polacy, a właściwie mieszkańcy Rzeczypospolitej (głównie z terenów Wielkiego Księstwa Litewskiego), trafiali jako jeńcy wojenni za Ural już pod koniec XVI w. Zwano ich często „Litwinami” lub „litewskimi ludźmi”, choć trudno dziś ustalić, jakiej byli narodowości. Warto wspomnieć tu o losach szlachcica z okolic Żytomierza – Nicefora Czernichowskiego. Dostał się do niewoli i w 1632 r. trafił na Syberię. Wiadomo, że służył w oddziałach kozackich i był zarządcą warzelni soli. W 1665 r., za gwałt żony lub siostry, zabija carskiego wojewodę i – by uniknąć śmierci (przez poćwiartowanie, a bywały i gorsze wyroki, jak „smażenie na stosie”) – wraz z grupą 84 kozaków ucieka na dzikie, odległe tereny poza carską władzą, nad rzekę „Czarnego Smoka”, czyli daleki Amur.

Uciekali nieprzetartymi szlakami: to płynąc rzekami, to przenosząc łodzie między nimi. Nad Amurem, na gruzach starej chińskiej twierdzy Ałbazin, budują warowną twierdzę z ostrokołem i trzema basztami, nadając jej nazwę Jaksa (od herbu Czernichowskiego). W 1677 r. twierdza miała rozmiary 30 x 40 m, ale była systematycznie rozbudowywana. Wprowadzono księgę praw Jaksy, co przyczyniło się do osiedlania się w jej pobliżu osadników. Czernichowski nawiązuje korespondencję z Pekinem i – jak wynika ze źródeł – Chińczycy uznali nawet suwerenność „państwa Jaksa”. Świadom jednak, że ta niezależność nie potrwa długo, od 1669 r. zaczyna wysyłać podatek do Nerczyńska, poddając w pismach carowi Jaksę i okolicę. Liczył na darowanie win, co mu się udało. W 1672 r. car darowuje winy uciekinierom i przyznaje 2 tys. rubli nagrody za przyłączenie nowych ziem. Czernichowski zostaje zastępcą wojewody przysłanego przez cara. Potomkowie Czernichowskiego pozostali na Syberii.

Syberia, mimo że funkcjonowała jako miejsce zesłań, w XIX w. – w wyniku „­głodu ziemi” na wsiach Królestwa Polskiego i dawnych ziem polskich oraz wraz z rosyjską propagandą (czy też reklamą) – zaczęła przyciągać osadników z powodu rozpowszechnianych informacji o żyznych gruntach i bogactwach naturalnych. Tak dobrowolne osadnictwo na Syberii stało się faktem. W latach 80. XIX w. zaczęli tam wyjeżdżać chłopi z guberni kaliskiej, płockiej i radomskiej, następnie z okolic Grodna, Kowna i Wilna, a po 1901 r. – z guberni lubelskiej. Szacuje się, że do 1909 r. mogło wyjechać nawet ok. 400–600 tys. osiedleńców, zwłaszcza z Lubelszczyzny. Tworzono wsie, nadając im polskie nazwy – np. osadnicy z guberni wileńskiej i grodzieńskiej założyli w 1898 r. wieś Białystok (ok. 180 km od Tomska), a 10 lat później wybudowali tam kościół. Podobnie ­powstała znana wieś Wierszyna, założona w 1910 r. przez osadników z Zagłębia Dąbrowskiego.

KARIERY POLAKÓW NA SYBERII

Przez XVII i aż po XIX w. Polacy zsyłani na Syberię po odbyciu kary zostawali tam przymusowo lub dobrowolnie. Przyjeżdżali za pracą czy ziemią i mieli znaczący udział w kolonizacji, a wręcz podboju Syberii. Z czasem zaczęli robić kariery urzędnicze i wojskowe, prowadzili badania naukowe, byli przedsiębiorcami, a także – i to bardzo licznie – budowali Kolej Transsyberyjską. Znane są biogramy wielu takich postaci.

Jedną z nich był Alfons Koziełł-Poklewski (1809–1890), zwany polskim Rockefellerem. Nie był zesłańcem, ale stworzył jedną z największych polskich fortun (o ile nie największą) ówczesnej Syberii. Najpierw, od 1838 r., pracował u gubernatora zachodniej Syberii, zajmując się zaopatrywaniem armii i rozwijając rozliczne kontakty z przedsiębiorcami i kupcami. Działalność na własny rachunek rozpoczął w 1852 r. – kupił parostatek, potem kolejne. Założył domy handlowe w Tiumeniu i Tomsku, uruchomił regularną żeglugę parową na Obie i Irtyszu. Zajął się też produkcją i dystrybucją alkoholu, za co zwano go nawet „wódczanym królem Uralu”. Był właścicielem kopalń srebra i złota, dzierżawił kopalnię szmaragdów, założył pierwszą w Rosji fabrykę fosforu i zbudował hutę szkła. Pracowało dla niego wielu rodaków, którym płacił dobre wynagrodzenia. Był też fundatorem lub ofiarodawcą dużych kwot na budowę kościołów, m.in. w Omsku, Jekaterynburgu, Permie, Tomsku i Tobolsku. Zakładał szpitale, ochronki dla sierot i bezpłatne jadłodajnie, głównie dla polskich zesłańców.

Irkuck zwano niegdyś górnolotnie „Paryżem Syberii” – dzięki pięknej drewnianej zabudowie z misternie wycinanymi detalami, ozdobnymi drzwiami i werandami, która do dziś robi ogromne wrażenie. W Irkucku było sporo Polaków – po odbyciu zsyłki zostawali rzemieślnikami, zakładali sklepy (w tym obwoźne), wędliniarnie, garbarnie, warsztaty szewskie czy zegarmistrzowskie. Prowadzili tam też hotele oraz piekarnie i cukiernie. W 1884 r. ukończono budowę jedynego wówczas na Syberii neogotyckiego kościoła z czerwonej cegły, stojącego do dziś, zwanego „czerwonym kościołem” lub częściej „polskim kościołem”. Nieopodal, w centrum miasta, znajduje się ulica Polskich Powstańców (nazwana tak w 1976 r.) – na cześć polskich zesłańców, którzy w 1866 r. wzniecili tzw. powstanie zabajkalskie (krugobajkalskie) na trakcie nad brzegiem jeziora Bajkał.

POLACY I KOLEJ TRANSSYBERYJSKA

Zatrudnienie i karierę znaleźli przy budowie Kolei Transsyberyjskiej (1891–1916) także Polacy niebędący zesłańcami. Nie mogąc po studiach znaleźć pracy zgodnej z wykształceniem, chętnie podejmowali zatrudnienie na kolei jako wykwalifikowani robotnicy, maszyniści i inżynierowie, których równie chętnie zatrudniali Rosjanie. Pracowali na różnych stanowiskach i byli bardzo liczni zwłaszcza na zachodniosyberyjskim odcinku kolei.

Ciekawą, choć mało znaną historią jest ich znaczący wkład w powstanie Kolei Wschodniochińskiej, biegnącej przez chińską Mandżurię. Polacy projektowali i budowali ten odcinek kolei – inżynier Adam Szydłowski w 1898 r. wyznaczył miejsce i założył przyszły węzeł kolejowy oraz miasto Harbin nad rzeką Sungari. Dziś to chińskie miasto liczy ponad 10 mln mieszkańców. Autorem planu zabudowy Harbina był Konstanty Jokisz, a wieloletnim burmistrzem miasta – Eugeniusz Dynowski. Secesyjny dworzec kolejowy zaprojektował z kolei inż. Ignacy Cytowicz, wzorując się na XIX-wiecznym budynku dworca w Siedlcach. W 1901 r. powstała najpierw drewniana kaplica rzymskokatolicka, a w 1909 r. zbudowano neogotycki kościół katolicki z dwiema wieżami, istniejący do dziś.

W Harbinie i okolicy bracia Wróblewscy zbudowali browar i uruchomili produkcję znanych w mieście wódek „Lubelska” i „Krakowska”. Około 30 km od Harbina, w osadzie Aszyche, Stowarzyszenie Akcyjne Ziemian Lubelskich sprowadziło buraki cukrowe z Lubelszczyzny i założyło tam cukrownię.

Cenioną postacią w Harbinie był przedsiębiorca, milioner i filantrop Władysław Kowalski. Zbudował tartaki oraz fabryki przerobu drewna i sklejki, którą sprzedawał m.in. do Anglii, Japonii, Australii, Kanady i Ameryki Południowej. Wiceprezesem Towarzystwa Kolei Wschodniochińskiej, które budowało ten odcinek kolei, był Stanisław Kierbedź (młodszy) – bratanek słynnego imiennika, budowniczego mostu w Warszawie.

Polaków zasłużonych dla tego regionu można by wymieniać znacznie więcej. Specjalnością polskich inżynierów było projektowanie i budowa mostów – polska firma Rudzki i S-ka (z Mińska Mazowieckiego i Warszawy) projektowała, dostarczała i budowała mosty na miejscu, na dalekiej Syberii czy w Mandżurii. To Polacy zaprojektowali i zbudowali wówczas najdłuższy most na Syberii i na świecie – przez rzekę Amur, liczący wtedy 2598 m długości. Kiedyś jechałem Koleją Transsyberyjską z żołnierzem wracającym z wojska znad Amuru. Zapytałem, czy tam, gdzie służył, Amur jest szeroki. Odpowiedział: dość wąski, zaledwie 300 m szerokości!

NAUKOWCY I POLSKI BAJKAŁ

Zimą 1868 r., po uzyskaniu specjalnej zgody, do wsi Kułtuk na brzegu Bajkału przyjeżdżają polscy zesłańcy: Benedykt Dybowski, Wiktor Godlewski i Władysław Księżopolski. Dybowski i Godlewski planowali rozpocząć dłuższe badania Bajkału, nie wiedząc wówczas, że ich praca zostanie nazwana „podwalinami pod naukę o Bajkale”. Dziś, w XXI w., dzieci w szkołach podstawowych w Irkucku uczą się o polskich zesłańcach-naukowcach, którzy z poświęceniem i pasją badali zamarznięty Bajkał i jego życie w głębinach. W XIX w. wśród naukowców panowało przekonanie, że życie w Bajkale jest ubogie. Dybowski był natomiast przekonany, że w głębinach jeziora kryje się ciekawy i bogaty świat zwierząt – trzeba było to tylko udowodnić.

Prace finansowali ze skromnych własnych środków, a żeby podreperować budżet, zbierali rośliny oraz polowali i preparowali ptaki i ssaki, by sprzedawać je później do Berlina czy do warszawskiego Muzeum Branickich. Rozpoczęli badania fauny i flory, mierzyli głębokość i temperaturę wody. W Kułtuku postawili małą stację meteorologiczną. Postanowili przede wszystkim sprawdzić, co żyje na dnie Bajkału – po obserwacjach przez przezroczysty lód na płyciznach dostrzegli już mnóstwo skorupiaków i ryb. Sami konstruowali pomysłowe przyrządy do pomiarów i połowów, m.in. „iłochwyt”, sieć do połowu planktonu, rodzaj „palczastych nożyc” do wyciągania kamieni i kawałków drewna czy cylindry, do których na przynętę łapali skorupiaki, np. kiełże.

Dybowski pisał, że najlepszymi przynętami były palone kości z mocnym odorem zgnilizny, tarte nasiona konopne, na pół z gliną mięszane, słodowiny z browaru Sierzputowskiego, zgniła kora drzewna, ryba podpiekana. Kiełże służyły nie tylko jako obiekt badań, ale też oczyszczały do białego szkieletu padłe ssaki czy ptaki. Niektóre gatunki kiełży w Bajkale potocznie nazywa się „trupojadami”, bo gdy utonie np. lis, pies czy człowiek, w ciągu kilku dni oczyszczają ciało, zostawiając czysty szkielet.

W pierwszym roku badań, spuszczając pod wodę przyrządy badawcze, naukowcy zużyli ponad 1 km szpagatu i 2 km cienkiego sznurka. Dybowski opisał łącznie 116 nowych gatunków skorupiaków i 6 gatunków ryb, a jego brat Władysław – 88 gatunków mięczaków i 9 gatunków gąbek słodkowodnych, zwierząt bardzo starych, choć wyglądających nieco jak koralowce. Występują nawet do 1000 m głębokości i oczyszczają Bajkał, filtrując wodę z resztek, którymi się żywią – gąbka wielkości 5–7 cm potrafi przefiltrować 10–20 litrów wody na dobę! Badacze zmierzyli wówczas największą głębię Bajkału – 1537 m (obecnie przyjmuje się głębokość 1637 m).

Benedykt Dybowski badał też inne rejony Syberii – północną Mongolię, Daleki Wschód oraz dorzecza Amuru i Ussuri. Była to niesamowita, tytaniczna praca naukowa – wraz ze współpracownikami opisał około 400 gatunków zwierząt, głównie skorupiaków i ryb Bajkału, z których wiele to endemity, czyli stworzenia żyjące tylko tam. Liczne nazwy łacińskie nadane im przez Dybowskiego lub innych naukowców zawierają w sobie polskie nazwiska, np. gąbka Lubomirskia baicalensis, trznadel Godlewskiego (Emberiza godlewskii), świergotek stepowy (Anthus godlewskii), mięczak Baikalia godlewskii czy kiełż Gammarus godlewskii – żeby wymienić tylko kilka.

Po pierwszym wejściu na zamarzniętą, przezroczystą taflę Bajkału, Dybowski pisał: Dno jeziora występowało z dokładnością, jak gdyby było prześwietlone od spodu. Chwilami zdawało się, że jakimś cudem stąpamy po powierzchni nie zamarzniętej, jak gdybyśmy nie byli oddzieleni żadną twardą przestrzenią (…), lód zdawał się uginać pod ciężarem ciała…

KONNO, PIESZO, TRATWĄ, ŁODZIĄ…

O Dybowskim ­można by pisać jeszcze wiele, warto jednak wspomnieć też o kilku innych fascynujących Polakach.

Aleksander ­Czekanowski – zesłaniec, podróżnik i przede wszystkim geolog. W 1873 r. prowadził badania geologiczne różnych rejonów Syberii, odkrywając m.in. pokłady węgla i grafitu. W kolejnych latach podróżował rzekami Leną (ok. 4400 km) i Janą (872 lub 1492 km), docierając aż do Oceanu Lodowatego – trasa tych wypraw liczyła ponad 2500 km. Podróżował konno, pieszo, tratwą, łodzią, psimi zaprzęgami i saniami zaprzężonymi w renifery. Każda z tych ekspedycji przynosiła ciekawe wyniki badań – nie tylko geologicznych, ale i paleontologicznych, geograficznych, botanicznych czy zoologicznych. Zbiory z wypraw Czekanowskiego były imponujące: 9 tys. okazów roślin, 20 tys. owadów, 10 tys. skał i skamieniałości. Za swoje badania otrzymał złoty medal Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego. Jego imieniem nazwano m.in. szczyt nad Bajkałem oraz całe pasmo górskie między rzekami Leną a Oleniok w Jakucji – Góry Czekanowskiego (ok. 320 km długości).

Kolejną ciekawą postacią był polski zesłaniec, samouk, naukowiec, geolog, paleontolog, przyrodnik, badacz rzek Kołyma i Indygirka – Jan Czerski. Badał m.in. góry Sajany oraz Angarę, jedyną rzekę wypływającą z Bajkału. W latach 1877–1881 prowadził badania geologiczne wyspy Olchon i brzegów Bajkału, opływając jezioro dookoła łodzią – linia brzegowa Bajkału liczy ok. 2100 km. Opracował pierwszą mapę geologiczną jeziora. Rosyjskie Towarzystwo Geograficzne trzykrotnie nagradzało go złotym medalem. Zmarł w trakcie jednej z ekspedycji na Kołymie, w wieku 47 lat, w 1892 r.

Jego dorobek jest imponujący – napisał około tysiąca prac naukowych i artykułów z dziedziny geologii, zoologii, anatomii porównawczej i archeologii. Odkrył bogatą faunę czwartorzędowych ssaków Syberii i sporządził mapę geologiczną traktu pocztowego biegnącego z Uralu nad Bajkał (ok. 3500 km). W uznaniu jego wybitnych dokonań nadano w Rosji wiele nazw geograficznych związanych z jego nazwiskiem, m.in. liczący ok. 1000 km łańcuch górski w Jakucji – Góry Czerskiego, być może największy „pomnik” Polaka na świecie. Jego imieniem nazwano też pasmo gór w Zabajkalu, kilka szczytów, a także miasto Czerski nad Kołymą. W Polsce mamy natomiast kilka nazw ulic i kilka tablic pamiątkowych jemu poświęconych.

W 1872 r. Dybowski, Godlewski i Jankowski wyruszają własnoręcznie wykonaną łodzią, płynąc rzekami Argun, Amur i Ussuri, aż do Morza Mandżurskiego i Morza Ochockiego. Badają wyspę Askold, na której Jankowski zostaje później zarządcą kopalni złota.

ŻYCIORYS NA FILM

Michał Jankowski, wraz z całą swoją rodziną, to historia z gotowym scenariuszem na film przygodowo-sensacyjny. Urodził się na Podlasiu, w Złotorii koło Tykocina, w 1842 r. Uczył się w guberni augustowskiej (prawdopodobnie w Łomży lub w Suwałkach). W 1863 r., jako powstaniec styczniowy, zostaje skazany na 8 lat ciężkich robót na Syberii. Po 5 latach wyrok skrócono, a Jankowski rusza na Daleki Wschód, w dzikie, niezagospodarowane rejony Kraju Ussuryjskiego (dziś pogranicze Chin i Korei). Był świetnym myśliwym i – jak wielu zesłańców – zbierał, preparował, opisywał i sprzedawał okazy fauny i flory do muzeów rosyjskich i europejskich, m.in. w Petersburgu, Władywostoku, Irkucku, Berlinie oraz do warszawskiego Muzeum Branickich. Nie mogąc wrócić do Polski, w 1879 r. osiedla się na stałe na dzikim wówczas półwyspie Sidemi nad Morzem Japońskim, niedaleko Władywostoku – dziś nosi on nazwę Półwyspu Jankowskiego (Połuostrow Jankowskowo). Założył tam świetnie prosperujące gospodarstwo rolno-hodowlano-myśliwskie, plantację żeń-szenia oraz nowatorską hodowlę jeleni sika (dla pozyskiwania poroża), zwanych też jeleniem wschodnim (Cervus nippon) lub jeleniem Dybowskiego. Wyhodował też własną rasę koni, sprzedawaną dla wojska carskiego – tzw. konie sidemijskie, przystosowane do surowych i zmiennych warunków klimatycznych Kraju Ussuryjskiego, w których większość koni europejskich ginęła, a miejscowe okazywały się zbyt słabe do ciężkiej pracy. Jankowski postanowił skrzyżować kilka ras: zakupił wytrzymałe lokalne konie mongolskie, mandżurskie i koreańskie, a w 1891 r. jego syn Jerzy (Jurij) przygnał z okolic Tomska przez całą Syberię, ok. 5500 km, tabun koni liczący ponad 160 sztuk – aż na półwysep Sidemi! Sprowadzili też angielskie konie czystej krwi z USA. Powstałe w wyniku tych krzyżówek konie, tzw. wszechstronnie użytkowe, sprawdzały się zarówno w polu, jak i wojsku – jako szybkie konie kawaleryjskie. Przede wszystkim jednak świetnie znosiły mroźne zimy i upały oraz były odporne na wilgotne warunki wybrzeża Morza Japońskiego. Były też czujne i potrafiły w razie potrzeby uciec przed wówczas jeszcze licznie występującym tygrysem syberyjskim.

Na półwyspie Jankowski zbudował dom obronny, zwany przez Rosjan zamkiem – miał grube mury, wieżyczkę, wąskie okna strzelnicze oraz tajne wyjście w wąwozie. Było się czego obawiać: na Dalekim Wschodzie nie brakowało tzw. hunhuzów, czyli uzbrojonych chińskich bandytów i piratów, a zagrożenie stanowiły też inteligentne tygrysy syberyjskie (amurskie) – największe kotowate świata.

Oprócz polowań Jankowski zbierał i opisywał motyle – co najmniej 22 gatunki noszą w nazwie łacińskiej epitet „jankowskii”. Podobnie nazwano niektóre chrząszcze, rośliny czy ptaki, np. trznadla Jankowskiego (Emberiza jankowskii) i dalekowschodni podgatunek łabędzia czarnodziobego (Cygnus columbianus jankowskyi). Na półwyspie Sidemi badacz prowadził też wykopaliska archeologiczne związane z ludnością zamieszkującą Kraj Ussuryjski w okresie VIII–III p.n.e. Od 1972 r. opisana przez niego kultura nosi nazwę „kultury Jankowskiego”.

Gdy ruszyłem pierwszy raz nad Bajkał, zrozumiałem, co zachwycało polskich naukowców i zesłańców w XIX w. Wędrowałem tam wiosną, jesienią i zimą wiele razy. Tak oto miejsce zsyłki i cierpienia stało się dla wielu Polaków ziemią, na której zostawili trwały ślad. Zesłańcy i dobrowolni osadnicy, którzy przez trzy stulecia trafiali za Ural, nie tylko tam przetrwali – budowali miasta i koleje, zakładali przedsiębiorstwa, a jako pierwsi opisali przyrodę Syberii i tajemnice Bajkału. Ich nazwiska do dziś noszą góry, rzeki i setki gatunków zwierząt, a pamięć o nich pozostaje żywa po obu stronach dawnej granicy zsyłki. Choć zabrzmi to górnolotnie, to warto, byśmy i my o nich pamiętali. ***

Tekst pochodzi z 40. numeru “Krainy Bugu”. Magazyn w wersji papierowej do kupienia tutaj.

Prenumerata – numery 39 i 40