„Wszystko przemija, nawet najdłuższa żmija”. To popularne powiedzenie pozwala mi łatwiej pogodzić się z upływem czasu i zmianami, jakie następują w otaczającym nas świecie.
TEKST/FOTO Maciej Pawelec
Od pierwszych dni mojego życia tradycyjny krajobraz polskiej wsi był dla mnie naturalnym środowiskiem bytowania. Był! Co nie oznacza, że go zdradziłem, spakowałem tobołki i przeniosłem się do miasta albo wyjechałem za granicę. O, nie, nic z tego! Ktoś brutalnie przerwał jego istnienie, ubił jak wieprza na świąteczny stół.
Przed kilkunastoma laty ogłoszono koniec świata, kres naszej cywilizacji. W dniu zapowiadanej apokalipsy coś jednak „nie pykło”, i koniec przeniesiono na inny bliżej nieokreślony termin. Ale tamtego roku, kilka miesięcy wcześniej, rzeczywiście ogarnęła mnie trwoga. W letni poranek, jak co dzień stanąłem w progu swojej nadwiślańskiej chaty, podrapałem się po głowie, popatrzyłem na obejście i nie poczułem niczego. Nastawiłem więc ucha i… nic, wieś jak gdyby przestała istnieć, cisza, żadnych dźwięków. Nigdy wcześniej nie odczułem takiej pustki.
Ta cisza „zabrzmiała” jak ostrzeżenie: „Przygotuj się na zmiany”, a może „Ratuj, co się da”. Czas pokazał, że mój niepokój nie był nieuzasadniony. Z końcem tegoż lata wykonałem ostatnie zdjęcia krów przepływających przez Wisłę. Skończyła się wolność, zamknięto je w oborach.
Łatwo powiedzieć „ratuj”, ale jak? Doświadczenie zdobyte podczas ratowania much, topiących się w poidle dla koni, na nic się tu nie przyda. Fotografia wydała się być jedynym słusznym kierunkiem. Odkurzyłem średnioformatowy aparat, który na robieniu zdjęć zjadł wiele trybików, i z poważną miną ruszyłem w dal. Dosłownie w dal – mój samochód z niejednego dystrybutora pił wtedy paliwo. Założeniem była droga, a nawigatorem szczęście.
I tak – wzbogacony o fotografie wykonywane latami w moim najbliższym otoczeniu – powstał „Portret świata pożegnalny”, prosty zapis spotkań z przypadkowymi ludźmi, nieświadomymi tego, że swoim żywotem zamykają wielki rozdział człowieczej egzystencji. ***











Tekst pochodzi z 40. numeru “Krainy Bugu”. Magazyn w wersji papierowej do kupienia tutaj.
Portret świata pożegnalny