Siedlisko

8 Młyn – ucieczka ku wolności

Anna i Marcin Wawrzyńscy, właściciele siedliska 8 Młyn nad Toczną w Drażniewie, od dwunastu lat odmierzają swój czas według nadbużańskiego zegara, którego wskazówkami są: relaks, spokój, czysty umysł i serce, wolne od napięć związanych z życiem w stolicy. — To nasz drugi dom — przyznają. — I kto wie, czy nie przeniesiemy się tu na stałe. Bo z Bugiem i Toczną nie tak łatwo się rozstać, nawet na kilka dni…

Licząca zaledwie 35 kilometrów długości rzeka Toczna, lewobrzeżny dopływ Bugu, dziś tylko w niewielkim stopniu przypomina jej dawny meandrujący i rwący nurt. Po wysokiej wodzie, która przed wojną zapewniała byt ośmiu młynom, położonym tuż nad jej brzegami (Artych, Patków, Zaborze, Myszkowice, Rusków, Tokary, Ruda Instytutowa, Drażniew), nie ma prawie śladu. Melioracja zrobiła swoje. Wiekowi mieszkańcy tych okolic dobrze pamiętają wiosenne rozlewiska Tocznej, kiedy przedostanie się na drugi brzeg rzeki bez pychówki było niemożliwe. Wspominają też obfite połowy ryb, łapanych w wiklinowe kosze na zalanych wodą łąkach.

Toczna sprzed lat

— Na wzmianki, jak wyglądała rzeka przed melioracją, natknąłem się niespodzianie, przeglądając dokumenty w Archiwum Głównym Akt Dawnych — opowiada Rafał Zubkowicz, regionalista z Sarnak. — Ich tematyka była zupełnie inna, nie Toczna była w nich głównym tematem. Dotyczyły kompetencji dwóch sąsiadujących ze sobą kahałów żydowskich. W połowie XIX wieku Żydzi z kilku wsi na lewym brzegu Tocznej starali się doprowadzić do zmiany ich przynależności administracyjnej. Mieli po prostu zbyt daleko do synagogi w Sarnakach, znacznie wygodniej było im dotrzeć do Łosic. Jednak odległość nie była jedynym powodem. Wiosenną przeszkodą nie do pokonania stanowiły wylewy Tocznej, które uniemożliwiały przebycie rzeki, znosiła ona nie tylko łodzie, ale i mosty, i groble — podkreśla Rafał Zubkowicz.

 

— Kiedyś był tu inny świat — zaznacza. — Z rzeką wiązało się życie wsi nanizanych na jej kręty bieg. Kobiety chodziły do rzeki prać bieliznę i po wodę na użytek gospodarstwa. Pastuch przyganiał krowy do wodopoju, dzieci bawiły się w chłodnej wodzie latem. Łapały w niej ryby i raki. Najgłębiej było oczywiście przy zaporach młynów.

Dziś patrząc na Toczną aż trudno uwierzyć w to, co o niej opowiadają najstarsi mieszkańcy Rudy, Tokar czy Ruskowa. Tamta Toczna sprzed lat wyglądała i płynęła zupełnie inaczej niż teraz. Jak? Jak chciała — opowiada miłośnik historii regionu.

— Na szczęście nie wszystko przepadło — mówi z uśmiechem Anna Wawrzyńska, właścicielka siedliska 8 Młyn, witając nas w jego odbudowanej części. Ten w Drażniewie jest ostatnim przed ujściem Tocznej do Bugu, wybudowanym w 1935 roku. Z ośmiu młynów do dziś działają tylko dwa, reszta jest ruiną, a te, które udało się ocalić, służą jako gospodarstwa agroturystyczne, przyjmując licznych gości z innych regionów Polski. Podobnie stało się z 8 Młynem w Drażniewie.

— Pierwszy raz poznaliśmy te okolice w 2005 roku, kiedy teściowie kupili w górnym biegu Tocznej działkę. Nadbużański krajobraz do tego stopnia nas zauroczył, że postanowiliśmy znaleźć dla siebie siedlisko nieopodal rzeki. Toczna, która wpada do Bugu, wydała nam się idealną scenerią. Mąż przemierzył cały jej odcinek, wypytując okolicznych mieszkańców o siedlisko na sprzedaż.

I pewnego dnia telefon zadzwonił — opowiada pani Anna. — W słuchawce usłyszałam głos starszego pana, który przedstawił się jako właściciel opuszczonego młyna wodnego w Drażniewie. Nie zastanawialiśmy się długo i w 2009 roku kupiliśmy tę posiadłość — dodaje nowa właścicielka siedliska.

— Mimo że obiekt był bardzo zniszczony i zaniedbany, nie mieliśmy wątpliwości, że to miejsce czekało na nas… Murowana część młyna od strony drogi była zamknięta, a przybudówka, w której mieszkał młynarz wraz z rodziną, nadawała się jedynie do rozbiórki. Przez lata spotykali się tu lokalni miłośnicy piwa, nie było już czego ratować — wspomina. — Zupełnie nas ta sytuacja nie przerażała. Wręcz przeciwnie, czułam się bardzo podekscytowana. Oczami wyobraźni widziałam nasz wymarzony nadbużański dom, taki z historią i z duszą! — podkreśla właścicielka siedliska 8 Młyn w Drażniewie.

Nadbużański Leonardo da Vinci

Nowi gospodarze odszukali w nieodległych Łosicach wnuczkę ostatniego młynarza – Aleksandra Mincewicza, która dorzuciła kilka szczegółów na temat historii siedliska. — Od niej się dowiedzieliśmy, że na początku gospodarzył tu niejaki Mroczek, który kupił drewniany wówczas młyn z majątku hrabiego Ostrowskiego z Korczewa. Po nim młyn przejął właśnie Aleksander Mincewicz, pochodzący z Drohiczyna, którego przodkowie byli prekursorami młynarstwa na tym terenie. Na kilka lat przed wojną zakończył on w Drażniewie budowę młyna murowanego. Była to niezwykle barwna postać. Taki lokalny Leonadro da Vinci – sam praktycznie wszystko tutaj zrobił. Bardzo wiele elementów technicznych młyna wyszło spod jego rąk. On także był budowniczym mostu, którego betonowe podpory zachowały się do dzisiaj. Na nich wspiera się obecny most, służący mieszkańcom Drażniewa i okolic. Podczas wojny wycofujący się Niemcy wysadzili młyn. Słyszałam taką legendę, że była to zemsta za to, że przechowywano w nim elementy rakiety V2, choć wydaje się to mało prawdopodobne, zważywszy że rakieta ważyła 14 ton i miała 14 metrów wysokości — wyjaśnia pani Anna.

Aleksander po wojnie odbudował młyn, ale czasy były bardzo cieżkie dla „prywaciarzy” – mimo ciągłych domiarów i nękania ze strony władzy ludowej radził sobie, jak mógł. Na archiwalnym zdjęciu widać fragment kolejki, przez niego skonstruowanej, która służyła do przewozu tarcicy. Młyn wodny w Drażniewie pracował do 1965 r. Po śmierci gospodarza jeszcze do lat 80. mieszkała w nim jego żona. Potem siedlisko zostało sprzedane.

Gdzie strumyk płynie z wolna…

Od osób przyjeżdżających do 8 Młyna z całego kraju słyszę, że to miejsce wyjątkowe na pograniczu Mazowsza i Podlasia – sąsiedztwo jednej z najpiękniejszych rzek Polski, spokój i wielka cisza, przerywana jedynie czułymi odgłosami przyrody, i otwarte serce gospodarzy, którzy robią wszystko, by ich goście wrócili tutaj za rok… — Na początku nie myśleliśmy o tym, by udostępniać młyn obcym ludziom — wyjaśnia pani Anna. — Przez kilka lat mieszkaliśmy tutaj sami, od czasu do czasu zapraszając przyjaciół, ale od 2019 roku postanowiliśmy otworzyć nasze podwoje dla gości. A ci przyjeżdżają głównie z dużych miast, zostawiając za sobą hałas i stres, którego dzisiaj nikomu nie brakuje… Z tego samego powodu, kiedy tylko możemy, opuszczamy Warszawę i żegnamy się z miejskim życiem, by pobyć w zaciszu naszego nadbużańskiego domu. Pierwszy dzień po przyjeździe zawsze długo śpimy. Szum Tocznej za oknem działa niezwykle regenerująco… Staramy się celebrować każdą chwilę, bo to, że tu jesteśmy, to dar losu — śmieje się pani Anna. — Każda pora roku jest tutaj zjawiskowa. A tegoroczna zima to po prostu bajka! — dodaje z zachwytem. — Długie spacery wzdłuż Bugu… Poranki osrebrzone szadzią… Noce z mroźnym księżycem, który przegląda się w tafli skutej lodem rzeki – to niezapomniane przeżycia — opowiada pani Anna. — Ale ile mamy tutaj ptaków! Dopiero na tle śnieżno­białej przestrzeni można w pełni docenić piękno zimorodka – to nasz nadbużański klejnocik, którego wypatrujemy z niecierpliwością. Na terenie siedliska mamy liczne budki lęgowe, więc już od marca ptasim koncertom nie ma końca… Nie mówiąc o cudnych dudkach, żurawiach, czaplach, bocianach czy dorodnych sójkach-trzpiotkach, gubiących swoje błękitne piórka nadbrzeżnych szuwarach… Toczna, nad którą jest położony nasz dom, ma czyste i jak najbardziej kąpielowe wody. Kiedyś zanieczyszczana przez mleczarnię z Łosic, dziś pełna ryb i raków. Nasi goście mogą urządzać sobie spływy kajakowe – rzeka jest bezpieczna, a widoki niezapomniane. Marzę o własnej łódce, którą spłyniemy do Bugu… Kto wie, czy nie w tym roku — uśmiecha się. — Nasz dom położony jest na terenie Nadbużańskiego Parku Krajobrazowego. Stąd mamy bazę wypadową do najpiękniejszych zakątków Podlasia: Korczew, Drohiczyn, Mielnik, Grabarka i dalej na wschód… – u nas z pewnością nie można się nudzić — zauważa właścicielka 8 Młyna.

Tekst: Monika Mikołajczuk, zdjęcia: Sylwia Garucka-Tarkowska

Cały artykuł w 28 numerze Krainy Bugu

Przejrzyj zawartość Więcej
Chcę kupić ten numer Zamów