Zanim został rzeźbiarzem z „prawdziwego zdarzenia”, spełniał się jako wykwalifikowany stolarz. Ale marzenie z dzieciństwa nie dawało mu spokoju. Rafał Jankowski z historycznych Świerż nad Bugiem odkrył w sobie artystę – i już nie zawróci z tej drogi.

TEKST: Małgorzata Jaszczołt FOTO: Jacek Dryglewski

Dorastał w bujnej nadbużańskiej przyrodzie, pośród wiejskich kapliczek z Chrystusem Frasobliwym, w otoczeniu zabytkowych murów dawnego pałacu. Był wiernym słuchaczem historii o zamierzchłych czasach, opowiadanych przez dziadków. Z ciekawością dziecka zgłębiał tajemnice dawnego rzemiosła. Ta wrażliwość, ukształtowana w rodzinnym domu, wplotła w jego los jeszcze jedną nić – zamiłowanie do sztuki ludowej. — Zawsze marzyłem o tym, by zostać rzeźbiarzem — przyznaje nasz bohater. — Zanim to się stało, robiłem wyłącznie rzeczy użytkowe. Stolarstwo jest precyzyjne i przewidywalne, a w rzeźbie mogę sobie pofantazjować. Tak mnie to wciągnęło, że już nie umiem przestać — śmieje się.

Natchnienie od rzeki

W zasadzie to był przypadek. Żona pana Rafała, nauczycielka, poprosiła go pewnego dnia, by wykonał skromne rzeźby na licytację dla chorego dziecka. Zaopatrzony w chińskie dłutka wystrugał anioły, które się natychmiast sprzedały, zasilając konto zbiórki. Zachęcony tym sukcesem postanowił zgłębiać tajniki rzeźbiarstwa i tak trafił pod skrzydła znakomitego nauczyciela z Woli Uhruskiej Igora Korczyńskiego, który nauczył go prawidłowej pracy z dłutem i piłą. Ale technika to nie wszystko. Niezbędna jest wena twórcza. A tej świeżo upieczonemu artyście nie brakowało. Wkrótce pomysły na rzeźby, jak rzeka jego dzieciństwa, popłynęły wartkim nurtem.

— Dzisiaj nie wyobrażam sobie życia bez rzeźbiarstwa, które stało się moją drugą profesją — tłumaczy artysta ze Świerż, w gminie Dorohusk. — Nie ma dnia, żebym nie był w mojej pracowni. Kiedy tylko skończę stolarskie zajęcie, zabieram się do rzeźbienia. Tylko w niedzielę nie dłubię, bo to święty dzień — zastrzega.

Pierwszą rzeźbę, z której był naprawdę zadowolony, wykonał na urodziny w prezencie dla żony Sylwii. To był niewielki słonecznik. Potem pojawiały się kolejne, bo kunsztem Rafała Jankowskiego zaczęli interesować się kolekcjonerzy i właściciele różnych obiektów. Wielkoformatowe postaci zaludniły ogrody na prywatnych posesjach czy wnętrza stylizowanych zajazdów. Mniejsze cieszą oko bywalców w jego „Galerii nad Bugiem”, gdzie od ręki można je kupić. — ­Najpierw w mojej głowie musi pojawić się idea — wyjaśnia proces twórczy. — Inaczej rzeźbię Maryję, św. Franciszka czy Chrystusa, a inaczej prawie dwumetrowego młynarza czy postać Freddiego Mercury’ego, ulubionego muzyka. Drewno bywa kapryśne. Ma sęki, czasem pęka. Ale praca z nim jest fascynująca. Czy to miękka lipa, czy krucha olcha, czy też twardy dąb – każde z nich obrabia się inaczej, ale czuje się to samo – radość z tworzenia czegoś indywidualnego i niepowtarzalnego — podsumowuje pan Rafał.

Źródłem jego natchnienia jest przede wszystkim rodzinna wieś, położona nad dzikim Bugiem. Ile to historii nasłuchał się o nim w dzieciństwie. I tych dramatycznych, strasznych, i tych pogodnych, wesołych, bo rzeka, tak jak życie człowieka, ma swoje meandry, mielizny i otchłanie…

Plenerowa moc

Nieodłączną częścią życia artysty ludowego jest udział w kiermaszach i plenerach, a tych nad Bugiem odbywa się co roku bardzo wiele. Rafał Jankowski jest stałym bywalcem jarmarków w Holi, Chełmie, Włodawie czy Krasnymstawie. — Bardzo lubię tam jeździć — chwali się artysta. — Spotykam wspaniałych ludzi, podpatruję innych rzeźbiarzy, wymieniamy się doświadczeniami, pogadamy o życiu. No i zawsze coś się sprzeda — dodaje. Jest także inicjatorem pleneru rzeźbiarsko-malarskiego „­Kultura i sztuka nad Bugiem”, który w 2025 r. miał już ósmą edycję. Podczas ostatniego stworzył postacie z panteonu bóstw słowiańskich: Peruna, Swarożyca, Dziewannę, Mokosza… – zgodnie z tytułem „Szepty rzeki – echa nadbużańskich mocy” – zrobiły imponujące wrażenie.

Plenery stały się ważnym centrum spotkania twórców nie tylko ze wschodniego pogranicza, ale i całej Polski. Dzięki nim Świerże odżyły. Zaczęli się tu liczniej pojawiać turyści, ale przede wszystkich dla samych mieszkańców jest to inspirujące wydarzenie. — Zależało mi na tym, by artyści i ich dzieła mogli zaistnieć w przestrzeni publicznej. Po każdym plenerze powstają rzeźby, które są eksponowane w naszej miejscowości, robimy też ławki dla tutejszych. Każdy może na nich usiąść w parku i pomyśleć o tym, że są dziełem konkretnego rzeźbiarza — tłumaczy Rafał Jankowski.

— Żyję od pleneru do pleneru. Energia podczas spotkań twórców jest niesamowita. Prowadzimy też warsztaty dla dzieci. Jest moc. Kiedy plener dobiega końca, to chociaż jest trochę smutno, bo i Świerże pustoszeją, to trzeba już myśleć o następnym. Zaproponować temat przewodni, postarać się o pieniądze, by udało się to wszystko ładnie zorganizować w kolejnym roku. Nie zawsze jest łatwo, ale warto się starać — zapewnia.

Wyrzeźbić pietę

Artysta bardzo ceni sobie współpracę z innymi, dlatego angażuje się w różne społeczne inicjatywy, m.in. w Stowarzyszeniu Miłośników Świerż i Ziemi Świerżowskiej, działając na rzecz krajobrazu kulturowego tego miejsca. — Tu jest najpiękniej na świecie — mówi z dumą. — I wspaniała przyroda, i bogata historia, i dobrze ludzie. No i bociany osiedlają się u nas chętniej niż gdzie indziej — podkreśla z uśmiechem.

Ma jeszcze jedno marzenie: wyrzeźbić Pietę. Taką, by w oczach Maryi, opłakującej martwego syna, pojawiły się prawdziwe łzy. Bo sztuka musi działać, musi budzić emocje. Wzruszać do głębi. Taki jest jej sens. Poprzez rzeźbę Rafał Jankowski każdego dnia stara się przybliżyć do tej tajemnicy. Szukając natchnienia, patrzy w dół, na Bug, i w górę, na Boga. Reszta jest dziełem jego rąk. ***

Artykuł pochodzi z 39. numeru “Krainy Bugu”. Magazyn do kupienia tutaj.