— Malarstwo zawsze było we mnie, schowane głęboko gdzieś w środku, tylko czasem odczuwane niemal jak fizyczny ból, jak kolec, zadra niespełnienia, a zarazem ogromna tęsknota i przekonanie, że to właśnie ja, to moja droga — przyznaje Dorota Kulicka z Wisznic, która dzięki sztuce odnalazła siebie i poznała radość spełnienia.
Malować zaczęła późno – najpierw były studia, dzieci, praca, musiało minąć wiele czasu, aby mentalnie mogła pozwolić samej sobie na luksus malowania, ażeby strach przed wewnętrzną porażką nie przekreślił realizacji marzeń.
Urodziła się i do dzisiaj mieszka w Wisznicach, dużej gminnej wsi na północy województwa lubelskiego. Jest nauczycielką plastyki, pedagogiem szkolnym i specjalnym, codziennie dojeżdża do pracy w dwóch szkołach. Ukończyła pedagogikę specjalną na UMCS w Lublinie, po studiach wróciła do domu, założyła rodzinę i zaczęła pracować. O malarstwie starała się nie myśleć, zdając sobie sprawę z własnych ograniczeń i braku umiejętności, jednak od czasu do czasu boleśnie poruszały ją, reprodukowane w czasopismach czy zobaczone w galeryjnych witrynach, obrazy. Do malowania w pewnym sensie zainspirował ją mąż, który pewnego dnia kupił sobie saksofon, oznajmiając, że od zawsze chciał się nauczyć grać na tym instrumencie. Wtedy nagle uświadomiła sobie, że w jej życiu również jest kawałek pustego miejsca, który od dawna czeka na wypełnienie. Chciała malować, ale najpierw zdecydowała się na podjęcie studiów plastycznych. Z pokorą i samozaparciem zmagała się z tajnikami warsztatu, w poczuciu straconego czasu z determinacją poszukiwała własnych środków wyrazu.
Teraz malarstwo jest jej codziennością, jedną z głównych życiowych potrzeb i największych wartości. Jest tym, co ją definiuje i czyni kompletną. W malarstwie odnalazła siebie, dzięki niemu osiągnęła równowagę i spokój, poznała radość spełnienia. Malarstwo znalazło miejsce pośród codziennych obowiązków, chociaż najczęściej tworzy popołudniami, wieczorem lub w nocy, kiedy już ma czas tylko dla siebie i dla obrazu, który aktualnie stoi na sztalugach i zajmuje całą jej uwagę. Lubi malować otoczona odgłosami domu, rozmowami w tle, grającym radiem czy włączonym telewizorem. Hałas, do którego przyzwyczaiła ją praca w szkole, jest naturalnym kloszem, pomagającym wyłączyć się i skoncentrować na bieżącym problemie.



Przypadkowe nieprzypadkowe
W swoim malarstwie Dorota Kulicka dąży do uzyskania wyważonej, wręcz idealnej kompozycji, łączącej abstrakcję z elementami realności, w której wszystko dąży ku głębokiej harmonii współistnienia form i barw. Inspiracją są figury i kształty geometryczne, które nieoczekiwanie znajduje w naturze lub pośród rzeczy codziennego użytku. Ceni geometrię za jej ład, uporządkowanie, chłodny spokój, nie stroni jednak od abstrakcji emocjonalnej, w której daje ujście uczuciom i temperamentowi. Interesują ją przedmioty, zarówno z powodu fascynującej formy, lecz także z przyczyn emocjonalnych, niewidocznego śladu relacji łączących z nimi człowieka. Pozbawione konkretnych funkcji, z realności stają się abstrakcją, czas pozbawia je pierwotnych przeznaczeń, a barwom dodaje patyny. W abstrakcyjnej, czasem barwnej i niespokojnej przestrzeni, artystka umieszcza lewitujące, zawieszone lub starannie ułożone metalowe instrumenty muzyczne, wieszaki, mechaniczne tryby i klucze, obłe fragmenty rur i kształtek, tworząc z nich swoisty dekoracyjny i zarazem uporządkowany kolaż, jak symbol szeregu rytuałów wypełniających i dyscyplinujących nasze życie.
Jest w tych obrazach przewrotna poetyka rzeczy, które istnieją dla nas i dzięki nam, traktowane instrumentalnie, a czasem obdarzane uczuciami, trwające posłusznie, dopóki pełnią swoją funkcję. Porzucane bez żalu, kiedy stają się niepotrzebne, pozostają pustą formą, za którą kryją się niedopowiedziane subtelne relacje z ich użytkownikami i nieoczywistą symboliką wynikającą z przypadkowego biegu zdarzeń.
Piękno nieoczywiste
Wyzwaniem było oddanie tych wszystkich niuansów barwnych, patyny, lśnień, soczystości i zmatowienia, kryjących się w starych, metalowych przedmiotach, tak aby bez metalicznych farb i naturalnych zapożyczeń stworzyć iluzję ich chropowatej faktury i brudnej połyskliwości. Lubi metal, a szczególnie kółka, krążki i pierścienie, bo niosą ze sobą idealną harmonię koła, uosobienie ładu i spokoju. Znajduje je pośród trybów urządzeń mechanicznych, w plątaninie stalowych rur i przewodów, w przekrojach i planach technicznych rysunków, a także niespodziewanie wśród instrumentów muzycznych. Zachwyciła ją skomplikowana regularność waltorni, a wraz za tym nieodparty urok innych obłych i błyszczących form, saksofonów, fletów i trąbek. Powstało z tego szereg „obrazów muzycznych”, niosących niezamierzone akustyczne skojarzenia i treści. Z tęsknoty za idealną kompozycją wzięły się abstrakcyjne obrazy w formie tonda, żywiołowe i fakturalne, wciągające odbiorcę w wir niekończącej się otchłani.
Abstrakcji emocjonalnej, częściej niż przedmioty, towarzyszą formy organiczne, znajdujące skojarzenia w uczuciach i procesach życiowych. Zdjęcia rentgenowskie mówią o cierpieniu i bólu fizycznym, meandry geometrycznego labiryntu, rozpaczliwie splecione z budzącym niepokój czerwonym kłębowiskiem, to pamiątka przeżyć i dylematów związanych z transfuzją krwi, nagie bezbronne stopy, jak odłączone byty, wzruszają i budzą refleksje o przemijaniu i kruchości życia. Kolor oddaje zamysł, obok skromnych i powściągliwych kompozycji w wysmakowanych diapazonach szarości, metalicznych turkusów i błękitów, połyskujących rdzą ziemistości, pojawiają się rozbijające ten pozorny chłód i spokój formy i plamy w kolorze krzyczącej lub przygaszonej czerwieni.
Na granicy równowagi i szaleństwa
Często obraz zaczyna się od impulsu, czegoś co nagle przyciągnęło wzrok, myślowej zaczepki, niepasującego elementu, zasłyszanej w rozmowie drażniącej frazy, a potem następuje powolne dzierganie, dopasowywanie, czasem nudne i mechaniczne cyzelowanie, aż do osiągnięcia zamierzonego efektu. Pierwotny bodziec często wraca do starannie przemyślanej kompozycji, ukryty w postaci umownego kodu, wyraźnego znaku, elementu, który zaburza jednoznaczność i wskazuje otwartą drogę percepcji.
Oprócz malarstwa Dorota Kulicka uprawia również rysunek, a właściwie splata ze sobą te dwa gatunki. Ich umiejętne połączenie decyduje o zachowaniu bezpiecznego balansu podczas igrania na granicy równowagi i szaleństwa. W malarstwie chętnie obrysowuje kontury i drobiazgowo wykreśla detale albo też grubą linią spontanicznie zamazuje starannie opracowane tło, jej rysunki natomiast pełne są światłocieniowego modelunku przedmiotów i miękkiego waloru przestrzeni. Rysunek powściąga emocje, wprowadza do obrazów racjonalną pewność, spokój i porządek, stapiając się z wysmakowanym kolorem, bogactwem faktur, tajemniczą głębią i spontaniczną żywiołowością malarstwa.

Dorota Kulicka – urodziła się w 1976 r. w Wisznicach. Uprawia malarstwo sztalugowe i rysunek. Ukończyła studia na kierunku pedagogiki specjalnej oraz edukacji artystycznej w zakresie sztuk plastycznych na UMCS w Lublinie. Jest członkiem Związku Polskich Artystów Plastyków, a także Polskiego Stowarzyszenia Nauczycieli Plastyków w Lublinie. Pracuje jako nauczyciel i pedagog specjalny w Zespole Szkół w Łomazach. Autorka 25 wystaw indywidualnych, brała udział w licznych wystawach zbiorowych i konkursach plastycznych. Zajęła I miejsce w konkursie „Zapachy życia” – Rybnik–Boguszowice 2012 r. Jest laureatką wielu nagród – otrzymała m.in.: II nagrodę w XIII Ogólnopolskim Biennale Twórczości Plastycznej Nauczycieli – Zamość 2016, wyróżnienie honorowe V Międzynarodowego Biennale Obrazu „Qadro Art.” – Łódź 2016, nagrodę Marszałka Województwa Lubelskiego w XIV Ogólnopolskim Biennale Twórczości Plastycznej.
Tekst: Małgorzata Nikolska
Zdjęcia: Dorota Kulicka, Jacek Dryglewski
fotografia tytułowa: „0 Rh-”, 120 x 80 cm, akryl
fot. 1. „Prostokąt w czarno-białe poziome paski na tle pionowych elementów”,
100 x 80 cm, akryl
fot. 2. „Nie deptać konwalii”
fot. 3. „Przejście drugą stroną ulicy”,
100 x 80 cm, akryl
Artykuł pochodzi z 28. numeru Krainy Bugu
Wszystkie wydania w wersji papierowej dostępne są w naszym sklepie: www.krainabugu.pl/sklep