Ten dziś zapomniany artysta z Podlasia był bardzo utalentowanym malarzem, rysownikiem i krytykiem sztuki. Miał zostać leśnikiem, ale całe jego życie zmienił udział w powstaniu styczniowym. Leśnictwo okazało się niemożliwe, ponieważ doznany w powstaniu ciężki uraz doprowadził do kalectwa (utrata obu dłoni). Zyskaliśmy jednak malarza.
Tworzył za pomocą specjalnego przyrządu, który umocowany do kikuta ręki pozwalał na trzymanie przyborów malarskich: pędzla, ołówka czy piórka. Oglądając jego obrazy nikt by się nie domyślił, że zostały namalowane przez inwalidę.
Burzliwa młodość
Ludomir, a właściwe Ludwik Dominik Benedyktowicz (1844–1926), urodził się na Podlasiu, w szlacheckiej rodzinie drobnego właściciela ziemskiego. Jego ojciec posiadał niewielki folwark Świniary w powiecie siedleckim. Syn miał zostać leśnikiem, toteż po ukończeniu gimnazjum w Warszawie został wysłany na studia do Feliksowa, gdzie prof. Wojciech Jastrzębski założył, cieszący się bardzo dobrą opinią, Zakład Praktyki Leśnej. Stało się tak wbrew woli młodego Ludomira, który od dziecka przejawiał talent do rysunku i pragnął poświęcić się malarstwu. Początkowo wydawało się, że wszystko potoczy się zgodnie z pragnieniem ojca, Ludomir zgłębiał tajniki leśnictwa, przygotowując się do zawodu. Ale czasy były niespokojne. Po okolicy krążyli emisariusze Rządu Narodowego, agitując za powstaniem. W pobliskich dworach kwitła konspiracja, a niedoszli leśnicy byli szykowani do przyszłych działań zbrojnych. Ta patriotycznie nastawiona młodzież nie tylko obeznana była z bronią palną, ale także doskonale znała teren. To bardzo przydatne umiejętności w partyzantce.
I rzeczywiście. Po wybuchu powstania styczniowego do walki przystąpili wszyscy studenci tamtejszej szkoły. Benedyktowicz dostał przydział do oddziału dowodzonego przez Władysława Cichorskiego, pseudonim Zameczek, działającego na Podlasiu. Tamtejszy porośnięty puszczą teren doskonale nadawał się do prowadzenia działań podjazdowych. Poza tym był ważny ze względów strategicznych, jako że przebiegała przez niego główna linia kolejowa oraz trakt łączący Petersburg z Warszawą. Niestety, po początkowych sukcesach powstańcy zostali rozbici i zmuszeni do wycofania się w okolice Puszczy Białej. Tam dalej działali w rozproszeniu, głównie ukrywając się i z rzadka robiąc wypady do okolicznych miejscowości. Podczas jednego z takich rekonesansów, w marcu 1863 r., Ludomir został wysłany w stronę Ostrowi Mazowieckiej, aby zorientować się w sytuacji i po drodze zarekwirować, z leżącego na trasie podleśnictwa, kasę. Zadanie było niebezpieczne i skończyło się tragicznie. W drodze powrotnej powstańcy wpadli w zasadzkę, co nasz bohater tak opisał: „Kula kozacka przeszyła mi lewą rękę na wskroś, druzgocąc obie kości przedramienia i kontuzjując mi lewy bok w okolicy serca. Na skutek tej rany zatamowało mi oddech i padłem na ziemię zemdlony. Wtedy jeden z Kozaków, dopędziwszy mnie zsiadł z konia i szablą odciął mi dłoń prawej, która zwisała na prawem biodrze, podczas gdy padłem na bok lewy”. Ciężko rannego Ludomira przeniesiono do pobliskiego dworu w Kaczkowie, należącego do Nepomuceny Sarnowiczowej. Pomimo przeprowadzenia amputacji lewej ręki udało się go uratować, ale został kaleką. W dodatku jako były powstaniec musiał się ukrywać, a za udział w insurekcji władze skonfiskowały rodzinny majątek.
Początki malarskiej kariery
Te tragiczne wydarzenia stały się zarazem początkiem nowego życia. Jako inwalida nie mógł zostać leśnikiem, powrócił więc do myśli, aby poświęcić się temu, co zawsze najbardziej lubił, czyli malarstwu. Ludomir wymyślił przyrząd, który mu to umożliwił – metalową obręcz, zakładaną na kikut prawej ręki. Do zamocowanej w niej tulei wkładał, przy pomocy zębów, przybory artystyczne: pędzle, ołówki, piórko czy węgiel. Dzięki temu mógł oddawać się swojej pasji, która z czasem stała się profesją.
Aby doskonalić umiejętności, zaczął uczęszczać na lekcje do pracowni prowadzonej przez Wojciecha Gersona, wybitnego malarza i rysownika. Później kontynuował naukę w warszawskiej Szkole Rysunkowej, powstałej w miejsce zamkniętej przez zaborcę Szkoły Sztuk Pięknych. Tam poznał i zaprzyjaźnił się z wieloma wybitnymi artystami, m.in.: Adamem Chmielowskim, późniejszym Bratem Albertem, i Maksymilianem Gierymskim.
Benedyktowicz żył bardzo biednie, zdany na pomoc rodziny i przyjaciół. W 1867 r., po zniesieniu nadzoru policyjnego, wyjechał na studia malarskie do Monachium, co było możliwe dzięki uzyskanemu stypendium od Towarzystwa Sztuk Pięknych. Aby dostać się do tamtejszej Akademii, trzeba było nie tylko złożyć teczkę prac, ale także zdać egzamin z rysunku. Monachijska Akademia była mekką malarską dla wielu wybitnych polskich artystów. Słynęła nie tylko z wysokiego poziomu nauczania, ale także ze swobody, jaką zapewniała swoim studentom. Podczas edukacji artystycznej w Monachium Ludomir utrzymywał kontakt z krajem. Na wystawę w warszawskiej Zachęcie przysłał rysunki – studia „głów”, a do Lwowa obraz „Wnętrze lasu”. Obie prace zyskały pozytywne opinie krytyków.
Po czterech latach nauki w stolicy Bawarii malarz pojawił się w Krakowie, aby kontynuować studia pod kierunkiem Jana Matejki. W tym czasie powstał najważniejszy jego obraz „Podjazd powstańców”, przedstawiający grupę konnych powstańców-zwiadowców na tle lasu. Było to osobiste rozliczenie autora z jego uczestnictwem w wydarzeniach 1863 roku. Płótno pokazywano w krakowskim Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych, gdzie spotkało się z dobrym przyjęciem. Jego kontynuacją było namalowane rok później dzieło „Nad mogiłą powstańczą”. Twórczość Benedyktowicza została doceniona przez krytykę i publiczność – przestał być uważany za malarza kalekę, co początkowo budziło zrozumiałą sensację, zyskując opinię utalentowanego artysty. To spokojne życie na terenie Galicji zostało przerwane ośmiomiesięcznym uwięzieniem przez władze carskie, jakie miało miejsce podczas jego pobytu na terenie Królestwa Polskiego. Ponieważ nie udowodniono mu działalności przeciwko caratowi, został tylko pozbawiony rosyjskiego obywatelstwa i otrzymał nakaz wyjazdu.
Życie dojrzałe
To spowodowało, że ostatecznie malarz na stałe osiadł w Krakowie, gdzie mieszkał ponad 40 lat i gdzie zyskał uznanie w tamtejszym środowisku. Wyspecjalizował się w rodzimym pejzażu, przedstawiającym przeważnie las, malowanym w tradycyjny sposób, na modłę monachijską. Często bywał zapraszany do siedzib lokalnych ziemian. Podczas jednego z takich pobytów poznał swoją przyszłą żonę Marię Skalską, którą uwiecznił na płótnie „Zbieranie fiołków”. Małżeństwo, z którego urodziło się sześcioro dzieci (dwoje zmarło w niemowlęctwie), było bardzo zgodne. Wielkim ciosem stała się śmierć w 1897 r., zaraz po maturze, najstarszego syna Tadeusza, co wywołało załamanie nerwowe u żony, która wkrótce także odeszła. W 1912 r. Ludomir przeniósł się do Lwowa, gdzie mieszkał syn Bogdan. Tam dalej zajmował się działalnością artystyczną. Jego pasją były także szachy. Jeszcze w Krakowie założył klub szachistów, a po przeprowadzce należał do klubu szachowego Hetman. Z racji tych zainteresowań bywał nazywany żartobliwie Szach-macikiem.
Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości artysta otrzymał, jako weteran powstania styczniowego, stopień oficerski i pensję kombatanta. Został także kawalerem orderu Virtuti Militari. Pod koniec życia zamieszkał w domu opieki dla artystów i weteranów, zwanym Zakładem Domsa. Do końca swych dni był aktywny, zmarł w wieku 82 lat, otoczony powszechnym szacunkiem. W nekrologu napisano: „Staruszek rzeźki, pełen młodzieńczego temperamentu, cieszył się w szerokich kołach Lwowa ogromną sympatią. Do ostatnich chwil trzymał się dzielnie, więc i zgon jego, mimo lat sędziwych ś.p. Benedyktowicza, był dla przyjaciół artysty przykrą niespodzianką”.
Benedyktowicz specjalizował się w pejzażach inspirowanych twórczością tzw. barbizończyków, czyli grupy francuskich malarzy, malujących w plenerze pejzaże w okolicach Barbizon. Tworzył, głównie w technikach oleju i akwareli, sceny leśne, wschody i zachody słońca, sceny wiejskie i rodzajowe, sceny religijne oraz przedstawienia postaci. Posługiwał się spokojną, często ciemną, ziemistą paletą barw. Tematy prac odnajdował podczas wyjazdów plenerowych. Kazimierz Przerwa-Tetmajer tak opisywał jego twórczość: „Malarz, który te lasy i drzewa malował, kochał je i znał się z nimi wybornie. Żył w nich kiedyś, błądził w borach, tułał się po kniei i śpiewał prostą piosenkę o lesie ciemnym, lesie słonecznym, szumnym, głębokim”. Pod koniec XIX w. twórczość monachijczyków była krytykowana jako akademicka i wtórna, nieprzystająca do nowych trendów w malarstwie. Malarzami byli także jego wnuk Janusz oraz prawnuk Mirosław.
Benedyktowicz udzielał się również jako krytyk sztuki, opublikował m.in. książkę o malarzu Stanisławie Witkiewiczu, w której polemizował na temat wartościowania treści dzieł sztuki. Wydał także trzy tomy poezji, poświęconej rocznicy powstania styczniowego. Mimo że za życia był postacią znaną i cenioną, spuścizna po artyście uległa rozproszeniu. Wprawdzie jego obrazy znajdują się w wielu polskich muzeach, m.in. w Krakowie, Warszawie, Poznaniu, a także największy zbiór we Lwowie, mimo to pozostaje twórcą mało znanym. Wydaje się, że czas najwyższy, aby przygotować retrospektywną wystawę, wraz z katalogiem, prezentującą w kompleksowy sposób jego malarski dorobek. Pozwoliłoby to wydobyć jego twórczość z zapomnienia.
Ale pamięć o nim nie zaginęła. W roku 1987 w Siedlcach powstała idea przyznawania nagrody jego imienia. „Benedyktowicza” dostają osoby fizyczne, instytucje i organizacje związane i zasłużone dla regionu Podlasia, za szczególne osiągnięcia w trzech dziedzinach: działalności artystycznej, twórczości literackiej, naukowej i publicystycznej oraz aktywności patriotycznej, społecznej i humanitarnej. Dotychczas przyznano 100 takich prestiżowych wyróżnień. Ich wręczenie odbywa się corocznie, podczas uroczystej gali, w Muzeum Regionalnym w Siedlcach. î Tegoroczną laureatką Nagrody im. Ludomira Benedyktowicza została redaktor prowadząca magazynu „Kraina Bugu” Monika Mikołajczuk.
Ludomir zgłębiał tajniki leśnictwa. Po okolicy krążyli emisariusze Rządu Narodowego, agitując za powstaniem. W pobliskich dworach kwitła konspiracja, a niedoszli leśnicy byli szykowani do przyszłych działań zbrojnych.
Twórczość Benedyktowicza została doceniona przez krytykę i publiczność – przestał być uważany za malarza kalekę, co początkowo budziło zrozumiałą sensację, zyskując opinię utalentowanego artysty. To spokojne życie na terenie Galicji zostało przerwane uwięzieniem…
Tekst: Marcin K. Schirmer
Rycina: Maja Witecka-Brysacz
Artykuł pochodzi z 28. numeru Krainy Bugu
Wszystkie wydania w wersji papierowej dostępne są w naszym sklepie: www.krainabugu.pl/sklep