Miejsca

Podróż w czasie, czyli nadbużańskie skanseny

Wiosna sprzyja krótkim wypadom za miasto. Tym razem zapraszamy do krainy nadbużańskich skansenów – tworzonych ku pamięci minionych epok i pokoleń – które przeniosą nas w czasie. Niech ta podróż będzie okazją do głębszego poznania historii tej ziemi, odkrycia jej tajemnic i piękna, wsłuchania się w głos miejscowych ludzi, którzy podjęli trud ratowania pamiątek przeszłości.

Historia skansenów rozpoczyna się w 1891 roku w Szwecji, a konkretnie w sztokholmskim parku Skansen, gdzie Artur Hazelius – nauczyciel i badacz folkloru – chcąc ratować od zapomnienia szwedzką kulturę ludową, założył pierwsze na świecie muzeum etnograficzne pod otwartym niebem. Skansen działa po dziś dzień, a przez lata swojego istnienia służył za wzór wielu założycielom podobnych muzeów na całym świecie, którzy także pragnęli ocalić dorobek kulturowy prostego ludu przed odejściem w niepamięć. Nie trzeba jednak od razu jechać do Szwecji, żeby przenieść się w czasie i zasmakować życia naszych prapradziadków. Kilkadziesiąt egzemplarzy tych jakże ciekawych muzeów znajdziemy także w Polsce, z czego kilka w krainie Bugu.

Co robi Ryś nad Bugiem?

Dla wszystkich mieszkańców Warszawy, którzy nie mają zbyt wiele wolnego czasu, a marzą o ciekawym wypoczynku, idealnym miejscem do odwiedzenia będzie skansen w Kuligowie nad Bugiem, do którego podróż z centrum stolicy trwa niespełna godzinę. Po drodze warto odwiedzić także Rezerwat Przyrody Puszcza Słupecka nad rzeką Czarną, gdzie podziwiać można różnorodne zbiorowiska leśne oraz wiele ciekawych gatunków ptaków i ssaków.

TUTEJSZE ŁĄKI DOCENIŁ TAKŻE PRZEMYSŁ FILMOWY, BYŁY ONE BOWIEM PLENEREM W OSTATNIEJ SCENIE FILMU „RYŚ” STANISŁAWA TYMA. WARTO RÓWNIEŻ WSPOMNIEĆ, ŻE OSTATNIA CZĘŚĆ „LEGEND POLSKICH” – „JAGA” (BABA JAGA) TOMASZA BAGIŃSKIEGO, POWSTAWAŁA W KULIGOWIE.

Wiosna to idealny czas na odwiedziny Kuligowa położonego w zakolu Bugu. Wraz z zimowymi roztopami pobliskie łąki są malowniczo zalewane wodą, a cała okolica wygląda bajkowo. Można wówczas wybrać się na spływ kajakowy i podziwiać krajobraz z innej niż zwykle perspektywy. Ten nadbużański zakątek to również idealne miejsce do podglądania życia roślin i zwierząt. Tutejsze łąki docenił także przemysł filmowy, były one bowiem plenerem w ostatniej scenie filmu „Ryś” Stanisława Tyma. Warto również wspomnieć, że ostatnia część „Legend Polskich” – „Jaga” (Baba Jaga) Tomasza Bagińskiego, powstawała w Kuligowie.

Piękna przyroda to nie jedyny atut Kuligowa. Miejscowość ma interesującą przeszłość, a można się jej bliżej przyjrzeć w tutejszym Parku Kultury Ludowej, który nieprzerwanie od roku 2000 powiększa swoje zbiory. Właścicielem, pomysłodawcą i opiekunem tego niezwykłego miejsca jest Wojciech Urmanowski.

Pierwszym przedmiotem, który dał początek kolekcji Parku, jest kowadło, zachowane przez właściciela i pochodzące z jego rodzinnego domu. To przedmiot, do którego pan Wojciech ma szczególny sentyment – dźwięk kowadła towarzyszył mu od pierwszych chwil dzieciństwa, ponieważ zarówno dziadek, jak i ojciec pana Wojciecha byli kowalami. Dla podtrzymania tej rodzinnej tradycji na terenie skansenu są organizowane specjalne, kowalskie plenery. Skansen w Kuligowie to miejsce tętniące życiem praktycznie przez cały rok. Odbywają się tutaj warsztaty kulinarne, plenery malarskie, koncerty, a także lekcje rękodzielnictwa.

Pan Wojciech również dokumentuje i promuje kulturę nadbużańskiego pogranicza podlasko-mazowieckiego. Park jest miejscem, gdzie odwiedzający mogą poznać realia życia dawnych mieszkańców tego niezwykłego regionu: przedmioty, którymi posługiwali się na co dzień, warunki, w jakich mieszkali, czy prace, jakie wykonywali każdego dnia.

W muzeum znajdziemy obiekty sprowadzone do Kuligowa głównie z jego okolic: Radzymina, Wołomina i Wyszkowa, ale także z miejscowości bardziej od niego oddalonych. Są to między innymi: drobnoszlachecki dworek, przydrożna kuźnia, stodoła, wozownia, wiejska chata czy spichlerz. Pan Wojtek, pomimo stale powiększającej się liczby eksponatów, zna i dokładnie pamięta historię każdego przedmiotu. Warto wspomnieć, że niektóre z nich „grały” nawet filmach: w „Pornografii” i „Jasminum” Jana Jakuba Kolskiego czy „Zemście” Andrzeja Wajdy.

Flisacy w Kamieńczyku

Dziesięć kilometrów na wschód od Wyszkowa, w miejscu, gdzie Liwiec wpada do Bugu, znajduje się Kamieńczyk. Ta niezwykła miejscowość, która prawa miejskie otrzymała już w XV wieku, była swego czasu miastem królewskim Korony Królestwa Polskiego. Po upadku powstania styczniowego, w wyniku represji Kamieńczyk utracił prawa miejskie, by już nigdy ich nie odzyskać.

Obecnie miejscowość ma charakter letniskowy, a na przyjezdnych czekają tam liczne gospodarstwa agroturystyczne. Tuż przy rynku wznosi się kościół Wniebowzięcia NMP – z tejże parafii pochodzą rodzicie kardynała Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Tysiąclecia, a na pobliskim cmentarzu znajduje się ich rodzinna mogiła. Warto zwrócić uwagę na fakt, iż w Kamieńczyku powietrze odznacza się wysoką zawartością jodu, co da się wyczuć już od pierwszych chwil tam spędzonych. Może więc w te wakacje, zamiast pędzić nad morze albo w góry, warto zajrzeć w to ciekawe i mniej oczywiste miejsce?

Kamieńczyk był niegdyś także ważnym i prężnie działającym ośrodkiem flisactwa. Tutejsza ludność zajmowała się spławianiem drewna rzeką, co było bardzo dochodowym zajęciem, o które każdej jesieni zabiegało wielu młodych mężczyzn. Starali się oni o względy retmana, by wraz z nadejściem wiosny móc spłynąć z ogromnymi drewnianymi palami aż do samej Gdyni. Ku pamięci tutejszych flisaków przy rynku w roku 2002 wzniesiono pomnik flisaka, autorstwa Elżbiety Pietras. Prawdziwą frajdą dla zaintrygowanych tą profesją – choć nie tylko dla nich – będzie wizyta w prywatnym Muzeum Historyczno-Etnograficznym, zwanym także Skansenem Flisactwa.

Wszystko zaczęło się od Henryka Słowikowskiego, który po ukończeniu studiów w Warszawie został hydraulikiem. Często zajmował się kopaniem studni dla mieszkańców Kamieńczyka, dzięki czemu odwiedzał wielu ludzi i wtedy właśnie zaczął gromadzić stare przedmioty związane z miejscowością. Znaleziska, z obawy przed zniszczeniem, początkowo pokazywał jedynie najbliższym mu osobom. Przedmiotów jednak z każdym rokiem przybywało. Kolejne niezwykłe eksponaty ocalone od zapomnienia dostawały dzięki panu Henrykowi drugie życie, a po 10 latach była ich już taka obfitość, że kolekcja zamieniła się w prywatne muzeum. Eksponaty zostały pogrupowane tematycznie, a każdy z nich to niesamowita, często pełna humoru historia, którą z pasją opowiada pan Henryk. Warto wspomnieć, że niektóre liczą sobie po 200 lat, a do najciekawszych należą: drewniana wiertarka czy czółno, które miało okazję zaistnieć w „Ogniem i mieczem” Jerzego Hoffmana.

Wśród muzealnych eksponatów znajduje się także wiele przedmiotów codziennego użytku: narzędzia używane w gospodarstwach czy obiekty sztuki ludowej. Znajdziemy tutaj pokaźną kolekcję zabytkowych motocykli, siodeł, militaria oraz oczywiście przedmioty związane z historią Kamieńczyka i flisactwa.

Opowieści pana Henryka można słuchać całymi dniami. Muzeum znajduje się przy rynku Tadeusza Kościuszki, a opłata za tę niesamowitą podróż w czasie wynosi „co łaska”. Dobrowolne datki można wrzucać do puszki jako wsparcie kultury. Najlepiej jest się wcześniej umówić na ewentualną wizytę i odpłynąć w czasie – tak jak niegdyś flisacy rzeką.

Pod startym dachem, lecz rodzicielskim

Godną odwiedzenia jest też miejscowość Sucha, oddalona o pół godziny drogi od Siedlec. Malowniczo położona nad rzeką Kostrzyń, w pobliżu sporego kompleksu stawów, stanowi miejsce, gdzie oprócz ciszy i spokoju znajdziemy także kolejne ciekawe muzeum etnograficzne.

O tej niepozornej wsi wspominano już w roku 1425. W latach 1743–1745 z polecenia liwskiego kasztelana Ignacego Cieszkowskiego w Suchej wzniesiony został pokaźny, modrzewiowy dwór, w którym 69 lat później przyszedł na świat August Cieszkowski – jeden z założycieli Ligi Narodowej Polskiej, prezes Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, polski hrabia, ziemianin, działacz i myśliciel społeczny oraz polityczny, a także zwolennik filozofii mesjanistycznej, która zakładała, że Polacy za sprawą wybitnych cech osobowości zasługują na szczególne miejsce wśród narodów. We dworze swego czasu gościł także sam król Stanisław August Poniatowski.

Czas mijał, dwór przechodził z rąk do rąk, z każdym dniem niszczejąc coraz bardziej. Pod koniec lat 80. XX wieku w opłakanym stanie trafił w ręce Marii Ireny i Marka Kwiatkowskich, którym udało się go uratować. Obecnie budynek jest najważniejszym obiektem Muzeum Architektury Drewnianej Regionu Siedleckiego, na terenie którego znajduje się także kilkadziesiąt innych obiektów ocalonych od zagłady, wśród których znajdziemy: dwa XIX-wieczne miejskie dworki z Siedlec, klasycystyczny dwór z Rudzienka, karczmę plebańską, wiatrak holenderski z zachowanym dawnym mechanizmem, a także budynki gospodarcze (stajnia, kuźnia, dwa spichlerze, oficyna dworska i lodownia).

NIEKTÓRE EKSPONATY LICZĄ SOBIE PO 200 LAT, A DO NAJCIEKAWSZYCH NALEŻĄ: DREWNIANA WIERTARKA CZY CZÓŁNO, KTÓRE MIAŁO OKAZJĘ ZAISTNIEĆ W „OGNIEM I MIECZEM” JERZEGO HOFFMANA.

Koniecznie należy odwiedzić dwie chałupy: w pierwszej z nich ukrywał się podobno ksiądz Stanisław Brzóska – generał i naczelny kapelan powstania styczniowego, a w drugiej, pochodzącej z 1888 roku, można przyjrzeć się z bliska chłopskiej izbie z przełomu wieku, która kryje komorę z ciekawymi narzędziami pracy.

W parterowym dworze Cieszkowskich, do którego zaprasza napis po łacinie „Sub veteri tectu sed parentali” – co oznacza „Pod startym dachem, lecz rodzicielskim”, znajdziemy XIX-wieczne eklektyczne i biedermaierowskie meble, oryginalne obrazy: szlacheckie portrety i pejzaże, rysunki, akwarele, rzeźby oraz dzieła sztuki użytkowej, dzięki którym odwiedzający mogą poczuć prawdziwy klimat polskiego, szlacheckiego dworu.

Pierwotny układ wnętrz dworu został praktycznie zachowany: od frontu mamy sień, a od strony ogrodu piękny salon. W czasie remontu zyskał on dwa wychodzące z sieni korytarze. Dwór zapewne kryje w sobie jeszcze niejedną tajemnicę. Ostatni remont odsłonił bowiem oryginalne, pokryte pięknymi ornamentami drewniane stropy, a także zdobienia umieszczone nad oknami oraz drzwiami, ukryte pod warstwą tapet w salonie.

Niech pamięć i patriotyzm ducha tej galerii przenosi się na następne pokolenia

To słowa właściciela kolejnego miejsca, które warto zobaczyć, wybierając się w podróż do przeszłości. Jest nim prywatna Galeria Historii i Tradycji Waldemara Kosieradzkiego, znajdująca się przy ulicy Miłej w Łosicach.

Historia tego nietypowego miejsca rozpoczyna się ponad 30 lat temu, kiedy to pan Waldemar, pochodzący z Sawic w pobliżu Sokołowa Podlaskiego, postanowił się osiedlić w Łosicach. Będąc zegarmistrzem z zawodu, a kolekcjonerem z zamiłowania przez kilkadziesiąt lat zbierał różne intrygujące go przedmioty, takie jak: stare zegary, dokumenty, wyroby rzemieślnicze oraz wszelkiego rodzaju rękodzieło, aż udało mu się zgromadzić ponad 1 300 eksponatów, dla których wygospodarował miejsce na terenie swojego przedsiębiorstwa. W muzeum znajdziemy także: książki, militaria, monety, medale, instrumenty muzyczne czy stroje ludowe oraz mundury. Wiele eksponatów to przedmioty należące niegdyś do łosickiego lekarza – doktora Witolda Wróblewskiego, i pamiątki z domu rodzinnego właściciela. Szczególne miejsce w galerii zajmują przedmioty związane z Oddziałem Zenona.

Pan Waldemar przyznaje, że zamiłowanie do historii, ale także jeździectwa i koni, wyssał z mlekiem matki. Jego rodzina brała czynny udział w powstaniu styczniowym, a pradziadek pana Waldemara został zesłany na Sybir, skąd nigdy już nie powrócił. Ta historia była wspominana w każde święta w domu pana Kosieradzkiego, zaszczepiając w nim patriotyzm i szacunek do tradycji, które obecnie przekazuje młodemu pokoleniu.

Właściciel Galerii Historii i Tradycji nie ogranicza się jednak tylko do pielęgnowania i powiększania zasobów swojej kolekcji. W roku 2013, między innymi dzięki jego wysiłkom, nakręcono film o partyzanckim Oddziale Zenona. Ponadto bierze on czynny udział w rekonstrukcjach wydarzeń historycznych, które każdego roku cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem, a dodatkowo trzeba wspomnieć, że stoi on także na czele łosickiego szwadronu Konnej Straży Ochrony Przyrody i Tradycji. Działalność pana Kosieradzkiego, jako wspaniały przykład lokalnego patriotyzmu, w 2014 roku została doceniona przez Kapitułę Nagrody im. Ludomira Benedyktowicza.

Kuriozum w Holi

Oddalając się nieco dalej, w kierunku Lublina, trafiamy prosto w objęcia zielonego Polesia. Tutaj, na skraju Poleskiego Parku Narodowego, znajduje się niewielka, ale pełna uroku miejscowość Hola, a w niej istniejący od roku 1985 Skansen Kultury Materialnej Chełmszczyzny i Podlasia. Opiekę nad tym miejscem sprawują wraz z Towarzystwem Miłośników Skansenu Kultury Materialnej Chełmszczyzny i Podlasia w Holi państwo Anna i Tadeusz Karabowiczowie. Nazwa muzeum zdradza nam już wiele, ponieważ miejsce zostało stworzone dla podkreślenia i pielęgnowania tych elementów kultury materialnej, którymi odznacza się podlegający na przestrzeni wieków wpływom zarówno Chełmszczyzny, jak i Podlasia region. Dodatkowo tę różnorodność podkreśla niewielka odległość od granicy polsko-ukraińsko-białoruskiej.

Muzeum w Holi to właśnie takie kuriozum różnorodności. Znajdziemy tutaj zarówno wiekowe drewniane zabudowania mieszkalne i gospodarskie, z przedmiotami codziennego użytku, jak i kapliczkę wykonaną przez lokalnego artystę z wizerunkiem Chrystusa Frasobliwego czy wydrążone w pniach drzew i pokryte słomianym daszkiem ule, zwane kłodowymi.

NAJMŁODSZYM MUZEALNYM NABYTKIEM JEST KUŹNIA, NA CO DZIEŃ PREZENTUJĄCA SIĘ DOSYĆ SKROMNIE, JEDNAK RAZ W ROKU, W CZASIE JARMARKU HOLEŃSKIEGO, ZACZYNA TĘTNIĆ ŻYCIEM, A MONETY, KTÓRE SĄ W KUŹNI W TYM CZASIE WYBIJANE, STANOWIĄ PRAWDZIWĄ ATRAKCJĘ CAŁEJ IMPREZY.

Najważniejszym obiektem muzealnym w Holi jest chałupa pochodząca ze wsi Wyryki, która powstała prawdopodobnie w 1913 roku. W jej wnętrzu znajdziemy takie obiekty, jak: piec garncarski, garncarskie koło, warsztat tkacki czy tzw. ślabanek – bardzo wygodną, rozkładaną, drewnianą ławę. Uwagę zwraca też XIX-wieczna stodoła, pochodząca ze wsi Kostomłoty, której ściany wypleciono najprawdopodobniej z gałęzi młodej sosny, czy wiatrak nazywany „koźlakiem” – pierwszy eksponat, jaki został sprowadzony do muzeum. Najmłodszym muzealnym nabytkiem jest kuźnia, na co dzień prezentująca się dosyć skromnie, jednak raz w roku, w czasie Jarmarku Holeńskiego, zaczyna tętnić życiem, a monety, które są w kuźni w tym czasie wybijane, stanowią prawdziwą atrakcję całej imprezy. Jarmark odbywa się w pierwszą niedzielę przypadającą między 23 a 29 lipca. Pomysłodawcami imprezy są założyciele muzeum – Tadeusz i Anna Karabowiczowie, którzy pierwszy jarmark zorganizowali ponad 20 lat temu – w 1996 roku.

Holeński jarmark to wspaniała okazja, by poznać bliżej prawosławne obrzędy, ponieważ jest on połączony z obchodami odpustu ku czci św. Antoniego Pieczerskiego – patrona tutejszej cerkwii. Można wówczas przyjrzeć się pięknu prawosławnej liturgii, posłuchać prawosławnego polifonicznego śpiewu, a także podziwiać dzieła malarzy, rzeźbiarzy garncarzy oraz wielu innych twórców sztuki ludowej, którzy licznie na ten czas do Holi zjeżdżają.

Nadbużańskie skanseny otwierają się na turystów o każdej porze roku, ale wiosna jest w nich szczególna. Nie traćmy więc czasu i z góry zaplanujmy majówkę w miejscu, w którym historia, tradycja i przyroda dopełniają się jak nigdzie indziej. Z pewnością niejeden raz będziemy tam powracać.

Przejrzyj zawartość Więcej
Chcę kupić ten numer Zamów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *