Ludzie

Włoszka z Podlasia

Tak mówi się w Skrzeszewie nad Bugiem o Teresie Warsztockiej-Donde – dziś obywatelce świata, która przyznaje, że gdyby nie Podlasie i rodzinny dom, jej sen o szczęściu nigdy by się nie ziścił.

Kiedy przyjeżdża z włoskiej Cremony do Skrzeszewa, od razu bierze się do roboty. Wskakuje w gumowce i biegnie do ogródka mamy, bo przydałoby się opleć warzywa, albo idzie na łąkę, pomóc w zwózce siana. Jesienią obowiązkowe wykopki.– To, jak potoczyło się moje życie i kim jestem, zawdzięczam mojej wsi, rodzicom i głębokiej wierze – przyznaje pani Teresa Warsztocka-Donde, filigranowa blondynka o jasnym spojrzeniu. – Pamiętam, kiedy po każdym żniwnym popołudniu mama nas myła, wkładała nam białe skarpetki i biegłyśmy z siostrą do kościoła, na Anioł Pański. Kiedy mój mąż po raz pierwszy przyjechał do skrzeszewskiego domu, ukląkł przed moją mamą, pocałował ją w rękę, dziękując, że tak dobrze wychowała córkę.

Poznali się przypadkiem w Wiedniu. Zaczęło się od niewinnego zaproszenia na wernisaż artysty a skończyło na ślubnym kobiercu. Wesele odbyło się w Skrzeszewie. Ach, co to był za ślub – do dziś wspominają sąsiedzi. W ciągu kilku miesięcy pani Teresa opanowała język włoski (biegle włada sześcioma językami). –Czego nie robi się w imię miłości – śmieje się. Dziś jest menedżerką swojego męża, organizuje jego wystawy, pośredniczy w sprzedaży dzieł. Daniele Ermes Donde pochodzi z uznanej rodziny kolekcjonerów dzieł sztuki w Cremonie. W 1984 roku, chcąc sprzedać kilka obrazów z kolekcji ojca, przekonał się, że miał do czynienia z doskonałymi falsyfikatami, a nie wartymi miliony dolarów oryginałami. Postanowił dotrzeć do fałszerzy nie po to, by zamknąć ich w więzieniu, a po to, by pod ich fachowym okiem nauczyć się sztuki kopiowania i uczynić zeń legalny interes. W ten sposób powstała spółka Donde Muzeum, skupiająca najlepszych włoskich (i nie tylko) artystów, którzy legalnie kopiują dzieła wielkich mistrzów – od Tycjana, Rembrandta, Velasqueza, Rubensa po van Gogha, Sisleya, Moneta, Renoira, Degasa, Chagalla, Picassa czy Klimta, używając techniki, w jakiej powstawały oryginalne obrazy. Każda z tych kopii opatrywana jest certyfikatem, potwierdzonym przez Muzeum w Mediolanie.

Zna tylko kilka polskich słów, ale kiedy przyjeżdża do „siesiewa”, jak z włoska nazywa rodzinną wieś żony, pekasem albo busem z Warszawy (bo tak lubi), czuje się jak u siebie. „Mamuniu, jajka” – krzyczy od progu do teściowej, a ona już wie, że dziś będzie musiała opróżnić pół kurnika…

Przejrzyj zawartość Więcej
Chcę kupić ten numer Zamów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *