Ludzie

Rafał Eret – zaklinacz ciszy

To artysta niezwykle skupiony i skoncentrowany na procesie tworzenia, dla którego sztuka nie jest tylko profesją, ale przede wszystkim nadrzędnym celem i życiowym imperatywem. Malarstwo Ereta nie szokuje i nie oszałamia, to oaza ciszy i spokoju, która wciąga nas w swój senny świat, otula i ogarnia. Mamy przeczucie, że dotykamy brzegu tajemnic, a jednak nie czujemy potrzeby dotarcia do ich głębi i sedna.

Urodził się w 1970 r. w podlubelskim Lubartowie, gdzie obecnie mieszka i pracuje. Malarstwa uczył się jednak w Holandii. Tam, podczas dziesięcioletniego pobytu, zdążył m.in. ukończyć studia na Gerrit Rietveld Academie w Amsterdamie. Uprawia głównie malarstwo sztalugowe, współpracując ściśle z lubelską galerią Wirydarz, której właściciel, Piotr Zieliński, jest marszandem i opiekunem artysty.

W twórczości Ereta rzeczywistość małego miasta łączy się z doświadczeniami i zdobyczami europejskiej tradycji malarstwa. Mówi on czasem o sobie: „jestem malarzem małomiasteczkowym”, lecz to określenie dotyczy raczej warunków bycia, miejsca i sposobu na życie, jaki sobie świadomie wybrał. Z perspektywy czasu, wyjazd i pobyt w Holandii artysta określa jako szaloną, młodzieńczą przygodę, która jednak zaowocowała zdobyciem wymarzonego wykształcenia. Amsterdamska akademia, oprócz solidnych podstaw warsztatowych, dała mu poczucie wolności i odwagę poszukiwań własnej drogi twórczej. Eret wspomina Amsterdam jako miejsce fascynujące, piękne i bogate w sztukę, lecz dla niego samego zbyt kosmopolityczne, trudne do życia i malowania.

Powrót do Polski, do rodzinnego Lubartowa, to naturalny wybór miejsca, do którego przynależy, znajomego i bezpiecznego, najlepszego do skoncentrowania się na własnej twórczości. Wspomnienia Holandii odnajdujemy w niektórych jego obrazach: regularne rzeki i kanały, zielone połacie rozległych łąk czy też starannie ułożone na stolikach, towarzyszące postaciom martwe natury. Samo miejsce, w którym artysta żyje i pracuje, niewielki ciasny szeregowiec, przy cichej, spokojnej ulicy, z gankiem i wąskimi, stromymi schodami, też ma coś z atmosfery amsterdamskich kamieniczek.

Chociaż jego malarstwo pozostaje w sferze realności, trudno jest jednoznacznie wskazać na konkretne fascynacje i powiązania ze sztuką dawnych mistrzów. Najważniejsze inspiracje twórca wydaje się czerpać wyłącznie z indywidualnych doznań i doświadczeń. Obrazy przychodzą same, rodzą się w podświadomości artysty z inspiracji wzrokowych lub werbalnych, pod wpływem ujrzanych miejsc, zaobserwowanych zdarzeń, a także zasłyszanych zdań i opowieści. Poprzez artystyczny wybór zwykłe sytuacje i przedmioty uzyskują charyzmę i status wyjątkowości. Eret to artysta dojrzały, który odnalazł swój autonomiczny, rozpoznawalny język przekazu i podąża własną drogą twórczą. Nie wyklucza to jednak możliwości eksperymentowania.

Realizm magiczny

A jednak kiedy patrzę na obrazy Ereta, przychodzą do mnie wspomnienia oglądanych w starych włoskich kościołach, wypłowiałych fresków wczesnorenesansowych mistrzów, odnajduję w nich ten sam spokój i ponadczasowość. Wrażenie to spowodowane jest niewątpliwie niezwykłym ładem i harmonią jego malarstwa, podkreślonymi jeszcze przez stosowanie w kompozycji wyraźnych poziomych podziałów i rytmu powtarzanych regularnie elementów. Milczenie, oszczędność gestów i statyczność postaci, osadzonych na tle skondensowanego pejzażu, przypomina czasem klasyczną prostotę wizerunków Simona Martini, Giotta i Pierro della Francesca.

Tematycznie twórczość artysty osadzona jest w szeroko pojętej sferze realizmu magicznego, gdzie świat realny bywa wieloznaczny i zaklęty. Niezależnie od szeregu i rodzaju tematów, pojawiających się w jego obrazach stale czy też występujących cyklicznie, które w uproszczony sposób określić można jako: pejzaże, portrety, sceny wodne, kompozycje metaforyczne, zwierzęta lub oniryczne kwiaty, w każdym z nich wyczuwamy cień niedopowiedzenia, oddech tajemnicy. Z otaczającego świata Eret wydobywa nowe znaczenia, to, co brzydkie, codzienne, opatrzone aż do znudzenia, nagle zmienia się w zauważalną estetycznie wartość. Nawet te niewielkie obrazy, które autor nazywa „prezentowymi” lub komercyjnymi, najczęściej przedstawiające różne zwierzęta (np. „Rzadkie ptaki”), zachwycają zabawną formą, żywym zestawieniem barw i dekoracyjnością.

Inna perspektywa

Interesuje go zagadnienie światła, a ściślej to, w jaki sposób zmienia ono rzeczywistość rzeczy i pejzaży, a tym samym nasze ich postrzeganie. Obok spokoju letnich, prześwietlonych kompozycji, w kolorach taśmy orwo, istnieją tak zwane obrazy pór dnia, o wschodach i zachodach słońca, niepokojące neonową poświatą fioletu, zieleni i błękitów, czy też, ostatnio malowane przez artystę, obrazy określane „mrocznymi”, a będące próbą uchwycenia kwintesencji i nieprzewidywalności mroku, znaczenia świata i przedmiotów zanurzających się w zapadających ciemnościach.

Zaczerpnięte z najbliższego otoczenia, wydłużone krajobrazy, o płaskiej linii horyzontu z monotonią regularnych brył, równolegle biegnącymi smugami kolorowych upraw, dróg i rzek, na których pojawiają się rytmicznie odmierzone punkty drzew, postaci i pojazdów, sprawiają wrażenie kadru, wyciętego fragmentu, ciągnącej się w nieskończoność ornamentalnej wstęgi. Pejzaże oglądane też z perspektywy ptasiego oka, a nawet aspektywicznie (jak w sztuce egipskiej i malarstwie ikonicznym), uchylają przed nami sekrety przedmiotów i figur, kryjących się wśród gęstych drzew, lub też ukazują rzeczy z najdogodniejszej strony oglądu, przywracając im podstawowe znaczenia.

Cały artykuł przeczytasz w najnowszym wydaniu Krainy Bugu.

Przejrzyj zawartość Więcej
Chcę kupić ten numer Zamów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *