Miejsca

Łochów i dolina Liwca

Pamięć czasami bywa zawodna. Prawda przekazywana ustnie ma to do siebie, że bywa ulotna albo zaczyna żyć swoim życiem i gdzieś ucieka, ewoluuje, w miarę upływu czasu ciężko ją dogonić. Nie jest do końca pewne, czy to „łochwa”, czyli nazwa zimowego legowiska niedźwiedzi, czy może „łochinia”, gatunek tutejszej jagody leśnej, była zaczynem, na którym wyrosła nazwa Łochów. Pewne jest jednak to, że źródło swoje ma ona w lasach, których tutejsze tereny są prawdziwą skarbnicą.

Leśna obfitość, zakola Bugu i Liwca spotykające się niespodziewanie pośród bujnych zarośli, spokojna wieś, wszechobecne pastwiska i kwieciste łąki to rzeczywistość oddalonej jedynie 60 km od Warszawy gminy Łochów. Umykając na północny wschód od betonowej, hałaśliwej puszczy miejskiej spotyka się ciszę i kojącą zieleń, która pachnie sosnowym lasem i bujnymi pastwiskami. Można tutaj odetchnąć – są to tereny Zielonych Płuc Polski, gdzie wrażliwi na piękno ludzie postanowili utworzyć w 1993 roku Nadbużański Park Krajobrazowy – jeden z największych parków krajobrazowych w Polsce. Kraina borów i Puszczy Białej płynąca mlekiem, a niegdyś także miodem. Usłane drzewami drogi, latem dające cień, jesienią poubierane w różnokolorowe kreacje sprawiają, że gmina Łochów od samego progu koi nerwy i rozwesela. Kiedy szosę z obu stron zamykają ściany lasu, można się odciąć od reszty świata i problemów dnia codziennego, zacząć prawdziwy odpoczynek.

Pozostałości Puszczy Kamienieckiej, poprzecinane rzekami Liwiec i Ugoszcz, które wpadają do Bugu, stanowią idealną scenerię aktywnego wypoczynku. Ścieżki przyrodnicze, liczne szlaki – od pieszych, przez rowerowe, do kajakowych – od dawna przyciągają w to miejsce fanów wszelakich sportów, nawet tych bardziej ekstremalnych. Uroczyska, rezerwaty i liczne bagna, takie jak Bagno Łopiańskie czy uroczysko Fidest, sprzyjają fanom birdwatchingu oraz amatorom fotografii przyrody. Spotkanie z dzikiem, łosiem czy sarną to tutaj chleb powszedni. By pokazać bogactwo kulturowe doliny rzeki Liwiec, został wyznaczony szlak kulturowy.

Gmina Łochów od samego progu koi nerwy i rozwesela. Uroczyska, rezerwaty i liczne bagna, takie jak Bagno Łopiańskie czy uroczysko Fidest, sprzyjają fanom birdwatchingu oraz amatorom fotografii przyrody. Spotkanie z dzikiem, łosiem czy sarną to tutaj chleb powszedni.

Łochów skąpany w zieleni

Sercem gminy jest Łochów, sześciotysięczne miasto, sąsiadujące z kompleksem leśnym Lasy Łochowskie, będącym częścią Puszczy Kamienieckiej. W dawnych czasach jego dogodna lokalizacja sprzyjała polowaniom, urządzano tutaj „królewskie łowy”, co niewątpliwe wiąże się z nazwą miasta. Główną jego atrakcją jest XIX-wieczny zespół pałacowo-parkowy, w którym mieszczą się obecnie hotel oraz centrum konferencyjno-wypoczynkowe. Na trzynasto­hektarowym terenie organizowane są turnieje rycerskie, staropolskie biesiady, pikniki oraz loty balonem. Fani aktywnego wypoczynku mogą wziąć udział w spływie kajakowym lub surwiwalowej przeprawie rzeką Liwiec. W zabytkowym, drewnianym kościele na terenie kompleksu odbywają się śluby. Wiele radości sprawią na pewno spacery po ogromnym parku, a amatorzy słowiańskich korzeni mogą wziąć udział w obchodach Nocy Świętojańskiej.

Pałac był chętnie odwiedzany przez Cypriana Kamila Norwida, który czerpał z tych wizyt inspiracje do swoich dzieł. Zapewne pozostawił tutaj część swojej artystycznej duszy, ponieważ obecnie organizowane są w łochowskim pałacu warsztaty artystyczne, często połączone z aukcjami. Dochód z aukcji jest przeznaczany na Muzeum Gwizdka w Gwizdałach.

W Łochowie mieści się też zabytkowy dworzec kolejowy z 1862 roku, będący częścią większego kompleksu, który został wybudowany z myślą o Kolei Warszawsko-Petersburskiej. Tutaj również ma swój początek i koniec łochowski szlak rowerowy o długości 55 km.

Forma otwarta, zamknięta w Szumińskim lesie – dom ikona

Miejscem, które koniecznie trzeba odwiedzić na terenie gminy Łochów, jest z całą pewnością dom Hansenów w Szuminie. Żywy przykład odzwierciedlający ideę formy otwartej upor­czywie propagowanej przez Zofię i Oskara Hansenów. On – jeden z najwybitniejszych architektów na świecie, marzyciel, anarchista, który w 1949 roku na VII Międzynarodowym Kongresie Architektury Nowoczesnej (CIAM) miał czelność robić wyrzuty samemu Le Corbusierowi. Ona – często sprowadzająca go na ziemię, zbyt skromna, by samodzielnie proponować swoje pomysły. Razem tworzyli żyjący w symbiozie tandem, który wyprzedził swój czas i w Szuminie dał wyraz temu, co nadawało sens ich życiu – formie otwartej. Dom, początkowo zaprojektowany jako domek letni, stał się w miarę upływu czasu ich domem, który żył ich życiem, rozwijał się razem z nimi, zmieniał się równolegle do nich samych. Dom-manifest dla wygody, rama dla człowieka, obecnie znajdujący pod opieką Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Budynek znajduje się również na liście Iconic Houses – organizacji, zajmującej się jednorodzinnymi domami modernistycznymi.

Włoski akcent w Loretto

Niewielka miejscowość nad Liwcem, osłonięta lasem, która skrywa w swoich granicach sanktuarium. Jego początki sięgają 1928 roku, kiedy to założyciel Zgromadzenia Sióstr Loretanek – ksiądz Ignacy Kłopotowski – nabył duży majątek zwany wtedy Zenówką. Rok później zmieniono nazwę miejscowości na Loretto, która miała nawiązywać do słynnego sanktuarium we Włoszech (tam jego nazwa jest pisana przez jedno „t”). Początkowo w Loretto znajdowała się jedynie dyskretna kapliczka. Ale wiernych przybywało, Loretto rosło w siłę – sprowadzono nawet z Włoch figurę Matki Bożej Loretańskiej. Obecnie znajduje się tutaj klasztor sióstr loretanek oraz dom nowicjatu, a także dom starców, domy rekolekcyjne, wypoczynkowe i kolonijne. Miejsce to stanowi obowiązkowy punkt programu dla tych wszystkich, którzy prócz przyziemnego wypoczynku szukają także duchowych doświadczeń. Najbardziej emocjonującym czasem w Loretto jest odpust w święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. Wtedy z całego świata przybywają tutaj wierni, aby paść na kolana u stóp Matki Bożej Loretańskiej oraz złożyć hołd twórcy tego niezwykłego miejsca. Warto dodać, że w czasie wojny w sanktuarium ukrywali się partyzanci, ranni oraz uciekający z transportów do obozów zagłady.

Muzeum gwizdka

Kiedy Witold Tchórzewski, warszawski lekarz, przejeżdża przez wieś Gwizdały, jak zwykle zmierzając w kierunku Liwca, gdzie znajduje się jego działka, jest kwiecień 1999 roku. Stołeczny rentgenolog, znany z pokaźnej kolekcji zabawek i lalek, kontempluje łochowską drogę i wpada na pomysł przekazania swojej kolekcji piszczałek i gwizdków wsi Gwizdały. W końcu nazwa miejscowości mówi sama za siebie. Przerywa swoją podróż i składa propozycję nie do odrzucenia dyrektorce miejscowej szkoły. I tak zaczyna się niezwykła historia jedynego na świecie muzeum gwizdka. 26 maja 1999 roku następuje uroczyste otwarcie nietypowego muzeum. Pięciotysięczna kolekcja zawiera gwizdki blaszane, drewniane, milicyjne oraz takie od czajników. Wkład w kolekcję wnieśli również miejscowi kolejarze, przekazując syrenę z wąskotorowej lokomotywy, którą nazywali „Lidką”, a pewien niemogący uwierzyć w istnienie takiego dziwnego muzeum Australijczyk ofiarował mu gwizdek aborygeński. Kolekcja sukcesywnie się rozrasta.

Starawieś

Przebywając na terenie gminy Łochów warto wychylić się nieco poza jej granice i wybrać się do Starejwsi, której korzenie sięgają XV wieku. Główną atrakcją miejscowości jest piękny, górujący nad wsią pałac, który został ufundowany przez Bogusława Radziwiłła w 1655 roku, w XIX wieku gruntownie przebudowany na styl neogotycki. Otoczony jest pięknym parkiem wraz ze stawami i kompleksem leśnym. Pozostałości po dawnych fortyfikacjach ziemnych oraz portal u wejścia do pałacu zainspirowany tzw. łukiem Tudorów sprawiają, że łatwo zapomnieć o tym, w jakiej epoce tak naprawdę się znajdujemy. Park można zwiedzać od poniedziałku do piątku w godzinach 8–16, natomiast zwiedzanie pałacu należy uzgodnić wcześniej telefonicznie z obsługą ośrodka. Vis a vis pałacu usytuowany jest parafialny, również neogotycki kościół pw. św. Michała Archanioła. W ołtarzu głównym kościoła znajdziemy XVIII-wieczny obraz z wizerunkiem patrona świątyni, który wyszedł prawdopodobnie spod pędzla Szymona Czechowicza. A gdy już znużą nas chłodne wnętrza zabytków, możemy udać się nad brzeg rzeki Liwiec, która w tej okolicy znacznie poszerza swoje koryto.

Pięciotysięczna kolekcja zawiera gwizdki blaszane, drewniane, milicyjne oraz takie od czajników. Wkład w kolekcję wnieśli również miejscowi kolejarze, przekazując syrenę z wąskotorowej lokomotywy, którą nazywali „Lidką”, a pewien niemogący uwierzyć w istnienie takiego dziwnego muzeum Australijczyk ofiarował mu gwizdek aborygeński.

Julin/Kaliska – praca u podstaw

Posiadłość zakupiona w 1920 roku przez Ignacego Paderewskiego z inicjatywy jego żony Heleny – zaangażowanej społecznie patriotki. Helenę poruszył los sierot, które zostały osamotnione po I wojnie światowej, postanowiła więc właśnie w Kaliskach utworzyć szkołę dla dziewcząt, gdzie mogłyby pobierać wykształcenie oraz praktyczne przygotowanie niezbędne każdej gospodyni. W budynku otoczonym okazałym parkiem obecnie znajduje się dom dziecka. Działania Paderewskich na tych terenach przyczyniły się znacznie do ich rozwoju. Nieopodal pałacu znajduje się Izba Pamięci Heleny i Ignacego Paderewskich, gdzie można podziwiać liczne pamiątki związane z życiem tych niezwykłych ludzi. Odbywają się tutaj także koncerty fortepianowe oraz uroczystości związane z tą rodziną.

Śladami dworskiej świetności

Tajemnicze Baczki – warto zajrzeć do tej niepozornej wsi, w której znajdowała się niegdyś obsługująca miejscową kolej fabryka podkładów kolejowych. Spokojna i cicha dzisiaj wioska przed wiekami tętniła dworskim życiem. Baczki słyną bowiem z pięknego dworu, pochodzącego z XVIII wieku, który okalają liczne, wiekowe drzewa: jesiony, graby oraz lipy. Dwór obecnie jest własnością prywatną, ale właściciele słyną z gościnności i w okresie letnim (od połowy czerwca do końca sierpnia) chętnie udostępniają dworek turystom. Przy odrobinie szczęścia odwiedzający Baczki mogą skosztować dań przygotowywanych w staroświeckiej kuchni, która jest główną atrakcją dworu.

O dworku w Baczkach krążą liczne legendy. Najsłynniejsza mówi o pięcioramiennej gwieździe, która znajduje się w drzwiach wejściowych. Jest to podobno dowód na to, że w dworku znajdowała się loża masońska. Kolejne opowieści dotyczą ukrytej niegdyś w budynku kaplicy ariańskiej i podziemnego korytarza, łączącego dworek z lamusem, w miejscu którego, nie wiedzieć czemu, uparte krety nie raczą kopać swoich kretowisk.

Oprócz Baczków o kwitnącym tutaj niegdyś dworskim i pałacowym życiu stanowią całkowicie lub częściowo zrekonstruowane dworki i pałacyki rozsiane po wielu wsiach i miasteczkach. Większość z nich jest własnością prywatną. By spojrzeć wstecz na dworskie tradycje, warto wstąpić do Pogorzelca, gdzie znajduje się zrekonstruowany dworek z XVIII wieku, lub Kamionnej, w której oprócz przebudowanego klasycystycznego dworku zobaczymy też neogotycki kościół pw. Niepokalanego Poczęcia. Do dworu w Paplinie wpadał kilkukrotnie Stanisław Poniatowski. Budynek został odrestaurowany przez obecnych właścicieli, którzy weszli w jego posiadanie w 1995 roku.

Dziki Zachód na spokojnym wschodzie, z afrykańską nutą

Nie pożałują wyprawy do łochowskiej gminy także najmłodsi odkrywcy, wszak w miejscowości Borzychy od maja do października odwiedzać można najprawdziwszą wioskę indiańską. Na leśnej polanie ramiona rozpościera tipi, po trawie chadzają Indianki i Indianie przyodziani w barwne stroje. Znajdziemy tutaj broń i przedmioty codziennego użytku. Można zajrzeć na indiański cmentarz i postrzelać z łuku. W wiosce organizowane są liczne gry i zabawy dla dzieci. Nie obejdzie się bez malowania twarzy i polowania na pamiątki. Emocjom nie będzie końca, a głód zaspokoją indiańskie specjały prosto z ogniska. Jeżeli dziki zachód nie wystarczy, by poskromić rządną przygód latorośl, w sąsiedztwie wioski znajdziemy fermę afrykańskich strusi, czynną przez cały rok – wystarczy wcześniej zadzwonić i można oglądać egzotyczne okazy czy też zakupić „strusiowe” pamiątki.

Wyjątkowość gminy Łochów i jej okolic zawróciła w głowie niejednemu poecie. O tych terenach pisali Mickiewicz, Gałczyński, Tuwim, Norwid i Słowacki oraz Leśmian i Broniewski.

Jest tylko jeden sposób, aby się przekonać, jak jest naprawdę.

Tekst: Edyta Kondraciuk, zdjęcia: Kamil Oleksiuk

Przejrzyj zawartość Więcej
Chcę kupić ten numer Zamów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *