Reportaże

Landart – sztuka z gwiazd, kamieni i błyskawic

Muzea są jak grobowce i wygląda na to, że wszystko zamienia się w muzea – pesymistycznie stwierdził Robert Smithson, amerykański artysta, twórca „Spiral jetty”, najsłynniejszej i jednej z pierwszych landartowych prac na świecie.

Land art wyrósł duchowo ze zbuntowanych lat sześćdziesiątych, z postulatów bliższego związku człowieka z naturą i ekologii, z utyskiwań na skomercjalizowaną sztukę i jej hermetyczny, galeryjny obieg. Od krytyki wszystko się zaczęło. Smithson nazwał w swoich artykułach rzeźbiarzy spawaczami, galerie definiował jako miejsca, które zamieniają dzieła sztuki w przenośne przedmioty. „Kulturalne zniewolenie ma miejsce wtedy, gdy kurator narzuca swoje granice wystawie, zamiast pozwolić artystom, by ustalili własne” – uważał. Sztuka ziemi, wolna od galeryjnego obiegu, od kolekcjonerów, od wszystkiego, co może rozpraszać w kontakcie z dziełem, jawiła się artystom myślącym w ten sposób sztuką idealną. Paradoksalnie za początek sformalizowanego land artu, gdy wiele pomysłów nabrało realnego kształtu, uznaje się właśnie wystawę w galerii Dwan w Nowym Jorku pt. „Earthworks” z 1968 r. Jako usprawiedliwienie trzeba dodać, że na ekspozycję trafiły plakaty i fotografie, które odsyłały do realizacji na zewnątrz.

Szaleńcy i wizjonerzy

W 1970 r. Robert Smithson wydzierżawił fragment wybrzeża Wielkiego Jeziora Słonego w Utah. Praca ruszyła w kwietniu, gdy woda miała niski poziom. W ciągu paru dni, przy pomocy ciężkiego sprzętu, usypał z ponad 6 tysięcy ton kamieni spiralę o długości 450 metrów. „Spiral jetty”/”Spiralna grobla” wykonana z naturalnych materiałów: skał, ziemi i soli, stała się ikoną land artu. Nawiązywała do prostego, ale uniwersalnego, pierwotnego symbolu i malarsko współgrała z otoczeniem. Jest też nasycona symboliką, związaną z samym miejscem. Wielkie Słone Jezioro to drugi po Morzu Martwym najbardziej zasolony zbiornik na świecie – ryby nie są w stanie w nim żyć. Nienaturalny, przywołujący na myśl postapokaliptyczne skażenie, różowawy kolor woda zawdzięcza glonom i bakteriom. Dla Smithsona to była idealna przestrzeń, aby stworzyć coś, co będzie jej umownym odrodzeniem. Cały świat obiegły zdjęcia kształtu, który jak pęd wyrasta z lądu na tle różowej wody.

Grobla, cyklicznie podtapiana, wystawiona na żywioł natury, okazała się dziełem tak doniosłym i tak chętnie odwiedzanym przez turystów, że powstały plany, aby ją konserwować i odnowić jej oryginalny kolor przez dołożenie skał bazaltowych. Byłoby to jednak całkiem sprzeczne z przekonaniami tragicznie zmarłego w 1973 r. artysty. Robert Smithson, zafascynowany zjawiskiem entropii, pragnął, podobnie jak wielu twórców tego nurtu, by sztuka zamiast reprezentować naturę, stopiła się z nią, nawet jeśli oznaczałoby to powolną destrukcję. — Jestem za sztuką, która uwzględnia bezpośredni wpływ elementów w ich egzystencji dzień po dniu — wyznawał.

ROBERT SMITHSON, ZAFASCYNOWANY ZJAWISKIEM ENTROPII, PRAGNĄŁ, PODOBNIE JAK WIELU TWÓRCÓW TEGO NURTU, BY SZTUKA ZAMIAST REPREZENTOWAĆ NATURĘ, STOPIŁA SIĘ Z NIĄ, NAWET JEŚLI OZNACZAŁOBY TO POWOLNĄ DESTRUKCJĘ.

Te pierwsze dzieła cechował rozmach, gigantyzm, chęć zmierzenia się z krajobrazem i przyrodą w makroskali. Artyści zamieniali się w demiurgów i dokonywali niemożliwego. Jak inaczej nazwać heroiczny wysiłek Michaela Heizera przemieszczenia granitowych skał z masywu Sierra na pustynię w Nevadzie? Albo pragnienie stworzenia pracy z błyskawic, jak Walter de Maria, który w słynącym z burz Nowym Meksyku postawił czterysta metalowych prętów? (…)

Cały artykuł przeczytasz w najnowszym wydaniu magazynu Kraina Bugu.

Przejrzyj zawartość Więcej
Chcę kupić ten numer Zamów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *