Dziewięć domów na lato

Stanisław Klopś w swoim warsztacie spędza całe dnie. W ciężkiej pracy wymagającej siły i precyzji odnalazł swoją pasję, której poświęcił ponad 60 lat życia. Gdyby raz jeszcze miał wybierać swoją profesję, dokonałby dokładnie tego samego wyboru.

 

 

 


Maszyny pomagają rżnąć, heblować i wiercić, ale i tak wszystko trzeba poprawić ręcznie – mówi Stanisław Klopś, rocznik 1930, cieśla i stolarz z Ruskowa, któremu wciąż zdarza się pracować heblem ręcznym, pamiętającym czasy sprzed maszyn, kiedy na rozerżnięciu jednej deski schodził cały dzień, a o gotowych materiałach ze sklepu nikomu nawet się nie śniło. – Gdybym miał te maszyny w wieku 40 lat, to bym żył! A tak, to 50 szaf trzydrzwiowych, dębowych i sosnowych musiałem robić ręcznie, piłką. Choć prąd nam dali w 1962 r., jak miałem 32 lata, minęło sporo czasu, zanim kupiłem maszyny – wspomina cieśla. Wiele sosnowych domów z dębowymi podwalinami, w Platerowie, Hruszewie i w Ruskowie, wyszło spod jego ręki. Dopracowane w każdym szczególe, powstawały latem.
W jednym sezonie dobry cieśla potrafił postawić ich kilkanaście. Bez maszyn, zaprawy, gwoździ. – Dawniej zamiast gwoździ strugali tyble, używali kleju i rozmaitego żelastwa. Nie to co dzisiaj… – wyjaśnia wciąż czynny zawodowo cieśla. Dzisiejsi mężczyźni zapewne nie podołaliby tamtej pracy. – Jak dziś by przyszło takiemu młodemu wykosić hektar żyta, to on by umarł. Toby prędzej powiedział: ja nie chcę jeść. A u nas się chodziło na zarobek i człowiek potrafił łąkę wykosić – mówi.

Krzepę Stanisław Klopś miał od dziecka, jak jego ojciec, bednarz, który robił beczki, dzieże i tłuczki do masła. – Dawniej było w zwyczaju, że młody podpatrywał ojca przy pracy, a potem szedł na termin, przykładowo do stolarza, uczyć się zawodu. – Martwi się, że dziś ten zwyczaj zanika. Stolarz, wyuczy się, jak jego syn, w technikum, ale cieśla to zawód ginący, przekazywany z rzemieślnika na ucznia.
Sam uczniów nie ma, bo musiałby im zapłacić. – To nie tak jak kiedyś, że przychodził dwa lata i płacił za to, żeby się nauczyć. Dziś przyjdzie i już chce zarabiać 100 zł, czy coś zrobi, czy nie. Ma 20 lat i tylko stęka, żeby prędzej do sklepu pójść i coś wypić – tłumaczy Stanisław Klopś, który sam siebie zalicza do ludzi „dawniejszych”. I jako taki pracuje do dzisiaj, w 40-letnim warsztacie, który postawił razem z ojcem. Wyrabia rzeczy cenione przez znawców, meble, których próżno szukać w sklepach meblowych, perełki, jakie znaleźć można jeszcze tylko nad Bugiem. Syn natomiast, w nowocześniejszym warsztacie, robi stolarkę, schody, boazerię. Podobnie jak ojciec drewno rozpoznaje po miękkości i kolorach: – Każde nadaje się do czego innego. Z dębowego najlepiej robi się schody i meble, a domy buduje się z sosny – precyzuje i wraca do pracy. Po ponad 60 latach w zawodzie nadal lubi to, co robi.

 

Zawód cieśla

Cieśla to jeden z najstarszych zawodów na świecie, wpisany do organizacji cechowych już w XV–XVI w. Cieśla zajmuje się ręczną obróbką drewna oraz budowaniem z niego domów i ich elementów konstrukcyjnych, takich jak schody, dachy, stropy i podłogi, a także dekoracyjnych, jak mostki czy ogrodzenia. Cieśla w pracy używa ciosła, topora ciesielskiego, piły i siekiery.

Odkąd w XVI w. zaczęło rozwijać się budownictwo cegłowe, rzemiosło ciesielskie funkcjonowało już tylko na wsiach i w małych miastach. To właśnie cieślom zawdzięczają charakterystyczny wygląd stare wiejskie domy, kościoły, cerkwie oraz przydrożne kapliczki, budowane metodą tradycyjną, a więc bez użycia gwoździ i innych elementów niedrewnianych. W dzisiejszym ciesielstwie wykorzystuje się klamry i gwoździe, ale jedynie dobry cieśla potrafi połączyć metodę tradycyjną z nowoczesną bez szkody dla końcowego efektu. Obecnie pracę cieśli ułatwiają nowoczesne elektronarzędzia, takie jak szlifierka czy frezarka.

rozmawiała: Katarzyna Karczewska, tekst: Karolina Kowalska, zdjęcia: Michał Rząca

Możliwość komentowania jest wyłączona.