Reportaże

Bojko – piękno minimalizmu

Jan Brykczyński, wybitny fotograf młodego pokolenia, dzieli się z Czytelnikami „Krainy Bugu” wrażeniami z podróży w ukraińskie Karpaty. Po raz pierwszy wyjechał do oddalonej kilka kilometrów od polskiej granicy górskiej wioski w 2009 roku, a potem wracał tam przez kolejne trzy lata, podpatrując codzienne życie i tradycje ludu zwanego Bojkami. Zdjęcia, które dokumentują tę niezwykłą wyprawę, przypominają surrealistyczny sen, w którym magia przeplata się z rzeczywistością, dobro ze złem, piękno z okrucieństwem.

„Bojkowie byli kiedyś Białymi Chorwatami, którzy mieli swoją przepiękną podkarpacką krainę” – opowiada na łamach „Krainy Bugu” ukraiński pisarz Taras Prochaśko. „Oglądali ją i Konstantyn Porfirogeneta, i Masudi. I tych Chorwatów dawno, dawno temu zniewolił Kijów. A oni po tym poszli na wierchy rozdzielone między Ugrami a Rusią Czerwoną. I tam, i tam, Bojkowie trzymali się swego. Ale tego już nikt nie pamięta, dlatego nie ma co o tym mówić, dlatego są trochę niemi. Zamiast „tak” mówią: bo je. I do wszystkiego dodają przeczące bo. Wszystko uzasadniają siłą wyższą. Całe wieki mówiono im, że są najgorszymi z ludzi. I to się wgryzło w ich twarze. Wiedzą, że lepiej być wśród swoich, żeby nikt im nie mówił, jak nieporadnie wyglądają. Ale bez Bojków się nie obejdzie, kiedy robi się film o dawnych czasach – nie ma znaczenia, czy to o wiekach średnich, czy o środku dwudziestego wieku. Tak czy owak ich twarze są nietutejsze. Tak samo jak i życie codzienne. W każdym detalu więcej jest minionych wieków niż aktualnej mody. Wciąż mają tak wiele przedmiotów i gestów, których nie ma już nigdzie, wciąż jest u nich tak mało tego, co jest już wszędzie. Wszyscy oni lubią sołodką wodiczkę. A teraz kupują w sklepach dużo plastikowych butelek z chemicznymi napojami. Spełniło się marzenie, że woda ma być słodziutka. I nie trzeba do tego ani cukru, ani miodu. (…) Póki Bojko ubogi, póty piękno wokół niego prawdziwe. Nawet nieznaczne polepszenie warunków życia prowadzi do niepojętego braku smaku.

Kluczem do tego zadziwiającego ludu, do tych egzotycznych Europejczyków, którzy nie mają tej całej masy niepotrzebnych przedmiotów powoli wypierających z Europy Europę, jest to, że oni dotąd nie zrozumieli Zmartwychwstania. Bojkowie to ludzie Bożego Narodzenia. Zimowe przemiany krajobrazu, jasełka, kolęda, przebieranie, Chrystus się rodzi, cały ten boski antropocentryzm, te ciepłe woły i owce, ta postna wieczerza, ta nocna warta, te niezręczne dłonie i w nich Nowonarodzony: oto największe sacrum, poza którym nie ma nic lepszego”.

Jan Brykczyński, ur. 1979 r., zajmuje się dokumentem fotograficznym. Jest członkiem i współzałożycielem kolektywu Sputnik Photos. Stypendysta Funduszu Wyszechradzkiego i Ministra Kultury. Laureat wielu konkursów fotograficznych, m.in. 2013 The European Photo Exhibition Award i The Syngenta Photography Award. Reprezentowany przez agencję fotograficzną Anzenberger w Wiedniu. Razem z żoną i córką mieszka w Warszawie.

Przejrzyj zawartość Więcej
Chcę kupić ten numer Zamów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *